Dopalacze: przyszłość zakazu

8 października 2010, Sejm głosami 400 posłów przyjął ustawę zakazującą produkcji oraz obrotu tzw. „legalnymi dopalaczami”. Polskie prawo w przeciwieństwie do ustaw wprowadzonych w innych krajach na świecie oraz Unii Europejskiej nie precyzuje substancji zakazanych, lecz zakłada ogólny zakaz produkcji i dystrybucji środków spożywczych lub innych produktów, do których istnieje podejrzenie, iż możliwe jest ich używane zamiast lub w takich samych celach jak środków odurzających lub substancji psychotropowych. Głównym celem wprowadzenia zakazu jest ograniczenie, a w przyszłości, całkowite usunięcie „dopalaczy” z rynku. Tak jak w czasie, kiedy dyskusja na temat zakazu handlu dopalaczami dopiero się rozpoczynała, tak teraz piętrzą się argumenty przeciw kontynuowaniu polityki prohibicji. Rząd wprowadzając nowelę zdaje się ignorować oczywisty trend w polityce narkotykowej, który wyraźnie wskazuje, iż całkowita delegalizacja jest całkowicie nieskutecznym rozwiązaniem. Czy w takim razie możemy się spodziewać, że dopalacze będą podążać drogą marihuany, amfetaminy etc? Czy konsumenci w magiczny sposób, zrezygnują ze spożywania tych substancji? W końcu, czy prawo tak ogólnie sformułowane jak ma to miejsce w nowelizacji, jest w stanie skutecznie walczyć z bardzo szybko powstającymi alternatywami?

Jedna z bardziej popularnych substancji ogólnie określanymi mianem „dopalaczy” jest mefedron, znany również jako Meow Meow lub M-Cat. Narkotyk pojawił się na rynku, jako legalny substytut dla ekstazy i kokainy. Chemicznie ten biały lub żółtawy proszek, najbliżej związany jest z amfetaminami oraz katynonami. Jego działanie wpływa na poprawę nastroju oraz wzrost rytmu serca, jednak to praktycznie tyle co jak dotąd można o nim powiedzieć. Biorąc pod uwagę ograniczoną znajomość działania mefedronu na ludzi, obiektywnie można podzielać punkt widzenia rządu. Problem jaki jednak w tej sytuacji może się pojawić to przeniesienie mefedronu na czarny rynek. Taka sytuacja grozi niestety absolutnym brakiem kontroli nad tym, w którym kierunku narkotyk się rozwija, jaka jest jego czystość, i w związku z tym, jakie dodatkowe substancje są do niego dodawane. W efekcie konsument decydując się na spożycie, tej formy dopalacza, może zażyć substancję całkowicie inną niż zamierzał.

Brytyjski portal internetowy Straight Statistics, idzie krok dalej w krytyce wycofania mefedronu z obiegu (w Wielkiej Brytanii od kwietnia 2010). Według badań przeprowadzonych na brytyjskich żołnierzach, odsetek zgonów spowodowanych przedawkowaniem kokainy spadł od momentu wprowadzenia na rynek mefedronu o 28% (pierwsze półrocze 2009). Pomimo, iż jak zaznaczają autorzy badań, za wcześnie na razie aby mówić o potwierdzeniu tego trendu wśród szerszej społeczności narkomanów, w niedalekiej przyszłości może się okazać, że wycofanie mefedronu będzie miało szalenie niepożądane skutki.

Kolejna uwaga, już dostrzeżona przez naukowców, to brak zdecydowanej poprawy w ograniczeniu dostępu do nielegalnych dopalaczy, Adam Winstock (King’s College London) wraz z zespołem naukowców, przeprowadził ankietę wśród konsumentów mefedronu zadając pytanie, czy po wprowadzeniu prohibicji, konsumenci zrezygnowali z zakupu mefedronu. Z badań wynika, że aż 63 % badanych kontynuowała i będzie kontynuować stosowanie specyfiku. Dodatkowo, uczeni zauważają, iż handel mefedronem przejmowany jest stopniowo przez dilerów. Jego cena wzrasta (z £10 do £16 za gram), a tylko kwestią czasu jest spadek czystości narkotyku.

Kolejne interesujące badanie, tym razem przeprowadzone przez naukowców z uniwersytetów w Liverpoolu oraz Lancaster, dowodzi że zakaz nie działa również w sprzedaży internetowej. Na polskich forach internetowych, aż huczy od nowinek, że sprzedaż dopalaczy przez internet z witryn zarejestrowanych w innych krajach Unii gdzie mefedron jest ciągle legalny, będzie popularna metoda obejście polskich przepisów. Inną droga ucieczki dla sprzedawców, jednakże szalenie niebezpieczną dla konsumentów, będzie celowe fałszowanie danych na temat produktu, sprzedawanie ich pod inną nazwą (przypadek NRG-1) lub zamieszczanie oznaczeń zakazujących „spożycia” danego produktu. Takie zabiegi „marketingowe” były już obserwowane w przeszłości.

Bazując na doświadczeniach brytyjskich, jak i lekcjach wynikających z delegalizacji innych narkotyków, można dojść do wniosku, iż polskie prawo idzie w złym kierunku. Kierunku poprawnym z politycznego i moralnego punktu widzenia, który poprawi wizerunek państwa, jako obrońcy zdrowia i obyczajów. Niestety, prawo w tej formie najprawdopodobniej będzie nieskuteczne, i wbrew założeniom rządu może spowodować więcej szkód niż pożytku.