EMCDDA i nietrafione obawy o palaczy marihuany

Opublikowany niedawno raport Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków I Narkomanii (EMCDDA) byłby lepszy, gdyby w sposób dogłębny przedstawił co stoi za wysokim odsetkiem użytkowników marihuany zgłaszających się na terapię leczenie uzależnień w pewnych krajach.

Komunikat prasowy na temat tegorocznego Europejskiego Raportu Narkotykowego mówi:

„W 2012, marihuana była najpopularniejszym narkotykiem pośród osób zgłaszających się po raz pierwszy na leczenie”.

Jest to interesująca statystyka ponieważ szkody związane z używaniem marihuany są powszechnie uważane za dosyć nieznaczne. Nawet biorąc pod uwagę, że jest ona najpopularniejszą nielegalną substancją w Europie, zaskakujące jest, że 42% osób rozpoczynających terapię podaje palenie marihuany jako główny powód zgłoszenia się do leczenie.

Raport sugeruje (a przynajmniej na jego podstawie można racjonalnie założyć), że istnieje zapotrzebowanie na tego typu leczenie – tabela z danymi zatytułowana jest „wskaźniki popytu na leczenie” a osoby jemu poddane określane są jako „klienci”. Raport ten jest wskazówką dla tworzących przepisy i uważany przez opinię publiczną jako wiarygodne źródło informacji na temat zmieniającej się sceny narkotykowej, przez co informacje w nim zawarte są szczególnie istotne.

Pierwszą rzeczą wartą zauważenia są wielkie różnice pomiędzy poszczególnymi krajami – od 2% marihuanistów jako wszystkich osób rozpoczynających leczenie w Bułgarii, do 66% na Węgrzech. Na Litwie jedynie 3.3% osób zaczynających terapię wymienia marihuanę jako swój główny narkotyk podczas gdy na Cyprze jest to aż 81.9%. Co mówi nam to o krajach, w których ten odsetek jest najwyższy?

Spośród czterech państw z największą liczbą osób palących marihuanę pośród wszystkich zgłaszających się do leczenia (Cypr 81,9%, Węgry 74,9%, Dania 72.6%, Francja 62,5%) wszystkie poza Danią, która podaje jedynie dane z 2011, mają jedną wspólną cechę, mianowicie zmuszają one użytkowników marihuany do podjęcie leczenie poprzez sugerowanie im tego jako alternatywy dla innej kary. Strona internetowa EMCDDA (aczkolwiek nie raport) mówi jasno, że np. w przypadku Cypru wysoki odsetek osób zażywających konopie wśród podejmujących leczenie jest wynikiem tego, że „leczenie jest obecnie de facto alternatywą dla więzienia dla młodych ludzi, którzy po raz pierwszy weszli w konflikt z prawem”. Sytuacja wydaje się być podobna na Węgrzech – „palacze marihuany stanowili 80% osób, które wybrały leczenie zamiast sprawy karnej”. We Francji „marihuana jest narkotykiem, przy którym sądy najczęściej orzekają o przymusowym leczeniu”.

Tytuł rozdziału, w którym znajdziemy statystyki dotyczące leczenie uzależnienia od marihuany brzmi “Troska o osoby używające konopi”. Jest to interesujący nagłówek ponieważ troszczyć możemy się o kogoś kto rozpoczyna leczenie wtedy gdy jest ono konieczne, uczciwe i przynieść ma pozytywny wynik. Gdy ktoś złapany z małą ilością marihuany jest zmuszany do leczenia bo w przeciwnym wypadku spotka go surowsza kara nie możemy powiedzieć aby któryś z powyższych warunków został spełniony. Właściwie jest to leczenie nieistniejącego problemu, w dodatku niesprawiedliwe i nieadekwatne.

Oczywiście niektórzy mogą sądzić, że marihuana jest niebezpiecznym narkotykiem więc dobrze, że osoby są z jej używania leczone, przecież to im nie zaszkodzi. Wyobraźmy sobie jednak analogiczną sytuację z bardziej szkodliwymi narkotykami aby zrozumieć płynące z niej zagrożenia: 17-latek zostaje złapany przez policję za kupno alkoholu. Policja zatrzymuje go i zamyka w celi, a następnie zostaje on przepchany przez cały wymiar sprawiedliwości, który z góry zakłada, że ma on problemy z piciem. Następnie mówi mu się, że jeżeli nie zaakceptuje, że ma problem i nie przyjmie ofiarowanej mu łaskawie pomocy, to pójdzie do więzienia. Chłopak „wybiera” leczenie, czym tworzy się niepotrzebne koszty dla podatników.

Scenariusz ten jest zupełnie absurdalny jednak ma tyle samo sensu co zmuszanie kogoś do podjęcia leczenie za posiadania niewielkiej ilości konopi. Jest to nie tylko niesprawiedliwe ale również zafałszowuje statystyki osób, które pozornie mają problem z alkoholem, pomimo, że kupno kilku piw nie jest jednoznaczną oznaką problemu alkoholowego.

Czy powinniśmy martwić się o spożycie marihuany w Europie? Oczywiście, jednak przynajmniej w niektórych krajach nie to jest najważniejszym problemem a raczej nieefektywne, niesprawiedliwe i kosztowne przepisy z tym związane.

Jak w wielu przypadkach polityki narkotykowej, po raz kolejny okazuje się, że prohibicja pogarsza te same problem, które miała rozwiązać. W dodatku kultywując mity na temat szkodliwości marihuany, które wydają się odległe większości jej użytkowników, EMCDDA szkodzi prowadzeniu racjonalnej debaty nad minimalizacją ryzyka związanego z paleniem konopi, i tym samym pokazuje, że nie dostrzega prawdziwych problemów.

Palenie marihuany nie jest tak groźne jak przymusowe leczenie użytkowników nie mających z narkotykiem problem, co powinni podkreślić autorzy Europejskiego Raportu Narkotykowego.

*William Montgomery jest badaczem pracującym w Beckley Foundation. Możesz śledzić go na twitterze: @Monthrie