List do Miedwiediewa

Szanowny Panie Prezydencie,

Jesteśmy członkami Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej, inicjatywy społecznej powołanej w sąsiedzkim kraju. Tworzą ją osoby zawodowo zajmujące się pomocą osobom uzależnionym i używającym narkotyków - lekarze, terapeuci, prawnicy, więziennicy, socjologowie, a ponadto sami uzależnieni i ich rodziny. Piszemy do Pana, ponieważ poruszyła nas informacja, podana przez polski dziennik Gazetę Wyborczą (02 grudnia), która - powołując się na Federalną Służbę Kontroli nad Obrotem Narkotyków - informuje, że według oficjalnych statystyk w Rosji jest 2,5 mln. uzależnionych osób, z których na skutek przedawkowania rocznie umiera 100 tys. Epidemia narkomanii jest kluczowym czynnikiem rozszerzania się chorób zakaźnych, w tym HIV/AIDS i gruźlicy, nie tylko w środowisku użytkowników narkotyków, ale też ich rodzin i w całym społeczeństwie. Poruszyła nas też informacja, którą podała Nowaja Gazieta, (17 listopada) o obywatelu rosyjskim Aleksieju Kurmanajewskim, który skarży Państwo Rosyjskie do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu, w związku z uniemożliwieniem mu skutecznego leczenia z powodu uzależnienia od narkotyków.

Problem, którego dotyczy skarga do Trybunału Europejskiego, jest obecny w obydwu naszych krajach, choć w skalach raczej nieporównywalnych. W Polsce, leczenie substytucyjne - którego stosowania w Rosji domaga się p. Kurmanajewskij - choć legalne, jest stosowane tylko wobec nielicznych. Nasi uzależnieni pacjenci, również piszą skargi, które na razie są rozpatrywane przez polskie sądy. Jest też inne podobieństwo. Obydwa nasze kraje, dorobiły się w zakresie leczenia narkomanii, znacznej liczby specjalistów (w Rosji nazywacie ich „narkologami”) niezainteresowanych wprowadzaniem i rozwijaniem innych metod terapii poza tymi, które sami stosują (wymóg bezwzględnej abstynencji). Ich opór jest bardzo silny - w dużej mierze dyktowany interesem finansowym - a argumenty obliczone najczęściej na odbiorcę przekonanego, że uzależnionych trzeba karać lub, jeśli leczyć, to jak najdotkliwiej. Niekoniecznie najskuteczniej. W Polsce, mimo prowadzonej od kilku lat polityki odchodzenia od jedynej, słusznej metody leczenia, to te preferowane przez establishment terapeutyczny (stacjonarne, długoterminowe ośrodki), nadal są stosowane bez żadnego umiaru, we wszystkich regionach naszego kraju.

Narodowy Fundusz Zdrowia, który płaci w naszym kraju za świadczenia zdrowotne, wydaje w większości regionów na monopolistyczne praktyki ponad 85% wszystkich nakładów przeznaczonych na pomoc uzależnionym.

Znajdując tych kilka podobieństw, chcielibyśmy się podzielić kilkoma przemyśleniami, ale na początek mały wtręt historyczny.

Na początku lat dziewięćdziesiątych polski system pomocy uzależnionym był słabo zinstytucjonalizowany, placówki terapii uzależnień prowadziły organizacje pozarządowe, które same sobie określały standardy leczenia. Placówki te, powstawały jeszcze w latach osiemdziesiątych, gdy narkomania dopiero stawała się zjawiskiem społecznym. Kiedy rozsypała się żelazna kurtyna, do polskich ośrodków zaczęli przyjeżdżać uzależnieni z byłych krajów Związku Radzieckiego. Najwięcej Ukraińców i Rosjan. Przyjeżdżali z wizami turystycznymi, zaproszeniami prywatnych osób i na wiele innych sposobów. Nie mogąc znaleźć skutecznego leczenia u siebie, liczyli, że znajdą je w Polsce. Jest to malutki, ale sympatyczny epizod w historii nieoficjalnej współpracy Polaków i Rosjan, o której nie wiedziały ani rządy, ani szerokie społeczeństwo. Bywało, że w polskich ośrodkach obcokrajowcy zza naszej wschodniej granicy stanowili nawet 20% pacjentów. Pewnemu odsetkowi z nich, trwale udało się utrzymać abstynencję. Niektórzy, zakładali podobne do polskich ośrodki, na Ukrainie (k. Chmielnickiego) i w Rosji (k. Kaliningradu).

Rok 1998 zmienił wiele. Przeprowadzono w Polsce reformę służby zdrowia. Wtedy to, buchalteria i porządek w papierach uzyskały nieodwracalnie przewagę nad odruchem ludzkim, choć nie do końca. Nadal pacjenci zza wschodniej granicy przyjeżdżali, ale nasi terapeuci nauczyli się, że za każdym z nich powinny iść jakieś pieniądze. Ponieważ kwestia rozliczeń w tej sprawie chyba nigdy nie była oficjalnie stawiana, terapeuci sięgali do kieszeni pacjentów. Było to działanie z obszaru szarej strefy, ale też wymykające się jednoznacznej ocenie. Pieniądze trafiały do kas ośrodków, do wspólnego budżetu (a czasami, podobno, do kieszeni szefów placówek). Nieoficjalna stawka miesięcznej opłaty za leczenie obcokrajowca, nie przekraczała nigdy kwoty, którą ośrodek uzyskiwał od oficjalnego polskiego płatnika za leczenie tubylca. Niemniej jednak, w tamtych czasach, była to kwota ok. 400 $ - koszmarnie wysoka jak na możliwości przeciętnej rosyjskiej czy ukraińskiej rodziny, dodatkowo biorąc pod uwagę, że leczenie trwało blisko dwa lata. Ale też, słabiej uposażone rodziny po pierwszych wpłatach przestawały często płacić, co o dziwo nie skutkowało usunięciem pacjenta z ośrodka. Ot, ludzki odruch znowu zwyciężał i równowaga zostawała przywrócona.

W obecnej dekadzie, zrozumiano w Polsce na poziomie decydentów, że długoterminowe ośrodki stacjonarne rozwiązują tylko nieznaczną część problemów osób uzależnionych. Każdego roku, tylko co dziesiąty problemowy użytkownik narkotyków trafia do takiej placówki, mimo ich stosunkowo poprawnego standardu i na ogół profesjonalnej kadry. I tylko mniej niż co dziesiąty z tej grupy kończy terapię, utrzymując przez następne lata abstynencję. Terapię substytucyjną, wykorzystującą leki działające podobnie jak narkotyk, wskazano jako brakujący element, który może przełamać ogólnie słabe efekty lecznictwa, wskazano pomoc ambulatoryjną jako najbardziej perspektywiczną. Wnioski te zostały umieszczone jako priorytety w krajowych strategiach. Owszem, są one realizowane, ale bardzo powoli, przy dużym oporze polskich „narkologów”. Inaczej sprawy mają się ze sceną narkotykową i zagrożeniami związanymi z używaniem narkotyków. Tutaj procesy zachodzą dynamicznie i wymagają szybkiego reagowania. Najlepiej pokazała to sytuacja z dopalaczami – legalnymi środkami imitującymi działanie nielegalnych narkotyków.

Nasz polski problem, polegający na monopolizacji leczenia narkomanii, wynika z myślenia „jeżeli metoda ta była skuteczna, wczoraj, będzie i dzisiaj. Co do leczenia substytucyjnego, mawiają; „gdzie byliby dzisiaj niektórzy nasi pacjenci, gdyby zamiast ośrodka, dano im metadon”.

Przede wszystkim metadon nie może być zamiast, ale obok. Obok innych leków substytucyjnych, społeczności terapeutycznych, grup samopomocowych, obok dobrze rozwiniętej pomocy ambulatoryjnej, która jest w Europie odpowiedzią na zjawisko szerokiego stosowania stymulantów i konopi. Takie systemu życzylibyśmy Rosji i Polsce.

Rosja, ze swoim ogromnym problemem narkotykowym nie może sobie pozwolić na półśrodki i zaniechania. Reakcja społeczna wobec tych zjawisk, powinna zmierzać do opracowania rozwiązań bliskich strategii stanu wyjątkowego, których realizacja zaangażuje sztaby specjalistów. Strategia ta nie powinna być w żadnym wypadku próbą reanimacji tradycyjnych metod. Takie właśnie podejście staramy się, jako Polska Sieć Polityki Narkotykowej, forsować w naszym kraju.

Podobnie w Rosji, choć na większą skalę, należałoby – naszym zdaniem – opracować bardzo przemyślany, kompleksowy system opieki, składający się z sieci łatwo dostępnych programów substytucyjnych, a także tanich placówek readaptacyjnych, oferujących pomoc specjalistów, ale też działania samopomocowe (wiemy, że takie placówki już w Rosji na szeroką skalę działają). Potrzebna jest gęsta sieć placówek ambulatoryjnych, przede wszystkim dających pomoc rodzinie na etapie eksperymentowania dziecka z narkotykami. Niezbędny jest właściwy system szkolenia terapeutów. Żadne z podejść nie powinno uzyskiwać przewagi w programie szkoleniowym, ponieważ to zakłóca równowagę w systemie leczenia. Dobry system (niewiele krajów go posiada), nie pozwala terapeutom na dłużej kontemplować tylko jednej metody pomocy i jednego podejścia w pracy z klientem, jak ma to miejsce w Rosji i bardzo dużym stopniu w Polsce. Biorąc pod uwagę charakter epidemii narkotykowej w Rosji, w tym dane dotyczące HIV, to zaniechując prowadzenia leczenia substytucyjnego, Rosja nie może liczyć na sukces, w tym na powstrzymanie dramatycznych konsekwencji iniekcyjnego używania opiatów.

Panie Prezydencie,

Uważamy, że tak kształtowana polityka lecznicza nie musi być wcale kosztowana – bardzo wiele można dokonać poprzez alokację tych środków finansowych, które są już na leczenie wydawane tyle, że mało efektywnie.

Wykorzystanie metadonu jako leku w terapii substytucyjnej, nie jest w żadnym wypadku „pierwszym krokiem do legalizacji”, co sugerują inne głosy przywołane w Nowej Gazecie. Metadon skutecznie neutralizuje przykre następstwa odstawienia heroiny, a w związku z tym, że nie daje efektu tzw. haju – nie jest on tak pożądany na czarnym rynku. Pokazują to zarówno badania, jak i dziesięciolecia stosowania tego środka na całym świecie w leczeniu uzależnionych od heroiny.

Jako Polska Sieć Polityki Narkotykowej chcielibyśmy uzyskać poparcie Pana Prezydenta w zorganizowaniu wspólnej polsko – rosyjskiej konferencji, w której efekcie powołana zostałaby multidyscyplinarna grupa specjalistów zajmująca się opracowaniem adekwatnej do skali zjawiska strategii w zakresie przeciwdziałania skutkom używania narkotyków i rekomendowaniem konkretnych rozwiązań. Mając na względzie podobne doświadczenia, a także dysponując dobrym rozpoznaniem sytuacji – efekty pracy naszych specjalistów będą mogły być wdrażane nie tylko w Polsce i Rosji, ale także w krajach, byłych republikach ZSRR. Warto, przy okazji, wziąć pod uwagę, że już niedługo Polska obejmuję prezydencję w Unii Europejskiej, co z całą pewnością będzie miało wpływ na większe możliwości korzystania z zasobów unijnych.

Powinniśmy skonfrontować funkcjonujące w innych krajach europejskich, sprawdzone strategie i technologie medyczne, wskazać te, o najbardziej korzystnym stosunku kosztów do efektów. Jako jedno z najważniejszych wyzwań powinniśmy potraktować opracowanie bezpiecznej dla społeczeństwa i efektywnej formuły łatwo dostępnego leczenia substytucyjnego. Nie ukrywamy, że takie działania w Rosji, mogą przyczynić się do przełamania impasu w modernizacji polskiego systemu leczenia, na czym nam także bardzo zależy.

Z poważaniem,

Jacek Charmast

Grzegorz Wodowski

Polska Sieć Polityki Narkotykowej