Marihuana: Śmierć za posiadanie

Politycy mieli rację – marihuana zabija. Zwłaszcza kiedy połyka się ją w foliowym worku, uciekając przed policją.

Matka 19-letniego Rafała z Legionowa twierdzi, że zabili go policjanci. Jego ojczym też nie ma złudzeń – uważa, że gdyby nie interwencja policji, jego syn ciągle by żył.

Nie wiemy dokładnie, co się wydarzyło w zeszły poniedziałek. Wersja policji w wielu miejscach odbiega od tego, co mówią rodzice 19-latka i naoczny świadek jego zatrzymania. Wątpliwości nie ma co do kilku kwestii. Rafał miał przy sobie jeden gram marihuany. Gdy zorientował się, że zostanie przeszukany przez policjantów, połknął narkotyk zawinięty w foliowy worek. Chwilę później zmarł. Policja twierdzi, że udusił się plastikowym pakunkiem. Rodzice Rafała, że udusił go policjant, który chciał pozyskać „dowód rzeczowy”.

Pierwotnie opublikowany przez Narkopolityka.

W niedzielę wieczorem, kilka dni po tragedii, kilkuset mieszkańców zebrało się pod komendą policji w Legionowie. Protestujący domagali się wyciągnięcia konsekwencji wobec funkcjonariusza, który – ich zdaniem – przyczynił się do śmierci nastolatka. Pokojowa demonstracja przeistoczyła się w regularne zamieszki. W stronę policji poleciały kamienie i butelki. Przez kilka godzin ulice Legionowa rozświetlały policyjne radiowozy. Zatrzymano osiem osób, a jeden z policjantów został ranny.

Desperackie zachowanie? Raczej racjonalne

„Wojna z narkotykami”, której kolejny dramatyczny akt rozgrywa się właśnie w Legionowie, nie rozpoczęła się przed tygodniem na komendzie w podwarszawskiej miejscowości, tylko w latach 70. w Ameryce. Prezydent Nixon nie widział różnicy między marihuaną, kokainą, opium czy heroiną. Każdy narkotyk z osobna i wszystkie razem wzięte uznał za publicznego wroga numer jeden – najpierw Stanów, a później całego świata. Od 1971 jednak wiele się zmieniło. Wiemy więcej o substancjach psychoaktywnych i znamy również społeczne skutki polityki prowadzonej w duchu Nixona. Dziś już nie tylko eksperci progresywnych think-tanków przekonują, że „wojna z narkotykami” poniosła porażkę. A jeśli ktokolwiek miał jeszcze, co do tego wątpliwości, mam nadzieję, że pozbył się ich po tragedii z Legionowa.

Skoro połknięcie plastikowego worka może wydać się komuś bardziej sensowne niż podporządkowanie się prawu, to znaczy, że coś jest nie tak albo z tym kimś, albo z prawem.

Ja znajduję w sobie znacznie więcej zrozumienia dla desperackiej decyzji Rafała niż dla obowiązującego w Polsce prawa. Jeśli pamiętamy o konsekwencjach, jakie grożą posiadaczowi jednego grama marihuany, pomysł Rafała wydaje się wręcz wybitnie racjonalny. W obliczu zagrożenia wyrokiem (nawet do trzech lat więzienia) również rozważyłbym połknięcie czegokolwiek, co mogłoby posłużyć policji jako obciążający „dowód rzeczowy”.

Trzy lata pozbawienia wolności to maksymalny wyrok, który groził Rafałowi. Jeżeli nie był wcześniej karany, mógłby liczyć na wyrok w zawieszeniu. Całkiem możliwe też, że 19-latek w ogóle nie znalazłby się na sali sądowej. Od grudnia 2011 roku, dzięki nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, prokuratorzy mają możliwość odstąpienia od wszczęcia postępowania, gdy zatrzymany ma przy sobie „niewielką ilość” substancji niedozwolonej. Tego wszystkiego mógł jednak nie wiedzieć zmarły nastolatek z Legionowa. A jeżeli wiedział, to może nie chciał zdawać się na dobroduszność prokuratura. Sam też chyba nie chciałbym oddawać swojego losu w ręce prokuratura, który mógłby się okazać wielbicielem Nixona.

Kto jest winien

Żaden prokurator nie miał możliwości zająć się sprawą Rafała, bo przy całym swoim barbarzyństwie polskie prawo nie przewiduje na szczęście oskarżania zmarłych. Zarzuty usłyszą natomiast mieszkańcy Legionowa zatrzymani w niedzielnych rozruchach. Przebieg tych protestów wydaje się równie istotny jak śmierć Rafała. Mieszkańcy Legionowa pikietujący w niedzielę pod komendą żądają zawieszenia policjanta, który ich zdaniem przyczynił się do śmierci nastolatka – tak jakby ten konkretny funkcjonariusz ponosił całą odpowiedzialność za zeszłotygodniową tragedię.

Oczywiście policja nie musi być tylko zbrojnym ramieniem „wojny z narkotykami”. Skoro już mundurowi odczuwają przemożną potrzebę ścigania palaczy, to mogliby przynajmniej rozważyć inne scenariusze swojej pracy, niż „złapać, przeszukać, wsadzić na dołek”. W Portugalii na przykład użytkownicy narkotyków odsyłani są do psychologów i tzw. komisji odwodzenia. Ale rozwiązań nie trzeba szukać aż na skraju Europy – na początek można byłoby działać zgodnie z duchem ostatniej nowelizacji polskiej ustawy narkotykowej: „leczyć zamiast karać”. Chociaż to, czy kogoś z jednym gramem w kieszeni rzeczywiście trzeba leczyć, też budzi moją wątpliwość.

Jeżeli mieszkańcy Legionowa rzeczywiście chcą szukać winnych, to radziłbym im wsiąść w autobus i poszukać ich na Wiejskiej w Warszawie.

Ktoś w końcu napisał prawo, zgodnie z którym działała legionowska policja. Ktoś zbudował ramy, w których nabija się policyjne statystyki zatrzymaniami rekreacyjnych palaczy marihuany. Warto byłoby zapytać aktyw SLD, czy w związku z wydarzeniami w Legionowie planuje jakieś okolicznościowe wznowienie akcji „Książka zamiast marihuany” – bo może przyczyną śmierci Rafała wcale nie jest brutalność policji ani opresyjne prawo, tylko niski poziom czytelnictwa? Koniecznie trzeba skontaktować się też z Beatą Kempą i Bolesławem Piechą, żeby pogratulować im sukcesu. W końcu mieli rację – marihuana zabija. Zwłaszcza kiedy połyka się ją w foliowym worku, uciekając przed policją.

Do więzienia przez cmentarz

Nie trzeba ograniczać się wcale do współczesnych polityków. Można cofnąć się w okolice roku 1999. Wtedy prezydencka ministra Barbara Labuda rozpoczęła swoje starania o zaostrzenia kar za posiadanie substancji psychoaktywnych. Swoją wizję forsowała, realizując program „Szkoła wolna od narkotyków”. W 2000 roku, w dużej mierze za sprawą starań ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego, parlament przegłosował ustawę penalizującą posiadanie marihuany i innych używek. Hasło kampanii antynarkotykowej prowadzonej przez Labudę brzmiało „Lepiej w więzieniu niż na cmentarzu”. Jak pokazuje historia Rafała z Legionowa, w drodze do więzienia też można wylądować na cmentarzu.