Mefedron stał się Środkiem Objętym Międzynarodową Kontrolą. I co z tego?

Budynek ONZ, gdzie odbył się zjazd Komisji ds. Środków Odurzających

Wielka Brytania może pogratulować sobie dobrzej wykonanej pracy po tym, jak za jej sprawą mefedron uznany został w zeszłym miesiącu za substancję, którą należy objąć międzynarodową kontrolą. Czy to jednak rzeczywiście coś zmieni?

Na pięćdziesiątym ósmym zjeździe Komisji ds. Środków Odurzających (CND) w Wiedniu, czterdzieści siedem państw zagłosowało za umieszczeniem mefedronu w Wykazie II Konwencji o Substancjach Psychotropowych z 1971 roku, przy jednoczesnym braku głosów sprzeciwu. Wielka Brytania uznała ten ruch za kamień milowy w walce ze wzrostem liczby niebezpiecznych i szkodliwych NSP [nowych substancji psychoaktywnych].

Pomińmy jednak na razie ten obszerny temat, jakim są nowe substancje psychoaktywne -- a którym zaabsorbowane są aktualnie wszystkie państwa -- Wielka Brytania postanowiła przenieść wypowiedzianą przez siebie wojnę przeciw mefedronowi na arenę międzynarodową, po części przez pojawienie się narkotyku i związanym z tym zwiększonym jego zażywaniem między 2009 a 2010 rokiem, kiedy dostępność ecstasy była bardzo ograniczona.

W Wielkiej Brytanii, mefedron pojawił się na rynku jako substancja niekontrolowana; przeprowadzone przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych coroczne Brytyjskie Badanie dot. Przestępczości 2010/2011 pokazało, że 1.4% ludzi między 16. a 59. rokiem życia zażyło mefedron w ciągu ostatniego roku, na podobnym poziomie utrzymywała się konsumpcja ecstasy. Po przyjrzeniu się grupie wiekowej od 16. do 24. roku życia, można było zauważyć, że wskaźnik ten wzrósł do 4.4%, dając ten sam wynik, co kokaina.

Gdyby zażywanie mefedronu w Wielkiej Brytanii wciąż utrzymywało się na tym samym lub też zbliżonym poziomie i gdyby zgodzić się z argumentem, że delegalizacja wpłynie w istotny sposób na poziom zażywania tego narkotyku, można byłoby zrozumieć, dlaczego Wielkiej Brytanii tak zależało na przeforsowaniu tej kwestii. Tymczasem sprawa wygląda zupełnie inaczej.

Wg Brytyjskiego Badania dot. Przestępczości, konsumpcja mefedronu spadła w latach 2012/2013 do 0.5% dla grupy wiekowej 16 – 59 i do 1.6% wśród ludzi między 16. a 24. rokiem życia. Podobne wyniki uzyskano w ramach badań przeprowadzonych rok później. Na rynku znów pojawiło się czyste oraz łatwo dostępne ecstasy, przez co zainteresowanie mefedronem przycichło. Jaki jest zatem sens w obejmowaniu mefedronu opieką międzynarodową, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż rząd Wielkiej Brytanii w roku 2010 zaklasyfikował mefedron jako substancję klasy ‘B’?

Co więcej, dopiero w 2014 Wielka Brytania przedstawiła propozycję umieszczenia mefedronu w Wykazie, podczas gdy od dawna wiadomo było, że mefedron lata świetności ma już za sobą. Delegacja brytyjska, wypowiadając się na zjeździe Komisji ds. Środków Odurzających, utrzymywała, iż mefedron jest szeroko rozpowszechnioną i niedającą się zwalczyć NSP, co jest dalekie od rzeczywistego stanu rzeczy w roku 2015.

To posunięcie nie będzie miało raczej dużego wpływu na sytuację mefedronu na świecie, stanowi jednak dość istotny znak ostrzegawczy, obrazujący, jak daleko od rzeczywistego centrum problemu znajdują się rządzący, wypowiadający wojnę nowym substancjom psychoaktywnym.

Wiele krajów poparło pomysł umieszczenia mefedronu w Wykazie II raczej nie ze względu na sam mefedron, a na precedens, który powstałby w kwestii kontrolowania nowych substancji psychoaktywnych. Jeśli jednak rządzący rzeczywiście są przekonani, że poprzez umieszczanie kolejnych substancji w spisie mogliby pozbyć się problemu, są w wielkim błędzie –  wystarczy przypomnieć sobie, jaki wpływ na konsumpcję takich narkotyków, jak heroina, marihuana czy kokaina, miało umieszczenie ich na liście substancji objętych międzynarodową kontrolą. Był on praktycznie niezauważalny!

Obradujący mogą teraz klepać się wzajemnie po plecach z aprobatą, myśląc o świetnie wykonanej pracy w kwestii umieszczenia mefedronu w Wykazie II i sądzić, że podobnie postąpić należy z mnóstwem innych nowych substancji psychoaktywnych. To jednak wpłynęłoby negatywnie na pogłębienie szkód wyrządzanych przez te substancje, które miałyby szansę jeszcze bardziej zakotwiczyć się na rynku przestępczym, gdzie nie dosięgnęłaby ich już żadna forma kontroli.

Można by sądzić, że dekady obcowania z innymi narkotykami nauczyły rządzących, jak postępować właściwie. Jednak merytoryczne podejście do kwestii nowych substancji psychoaktywnych to sprawa, o której można by długo dyskutować…