Nie przeczę, że zaakceptowanie jedynej realnej nieuchronności w życiu (tj. tego, że wszyscy śmiertelnicy muszą w końcu umrzeć) jest filozoficznie rozsądne. Jednak ujmowanie tego, co jest możliwe w taki sposób, jak gdyby było nieuniknione, może być niebezpieczną praktyką.
Jeśli ktoś problemowo zażywa narkotyki, nie oznacza to, że jest skazany na przedawkowanie lub szaleństwo. Wmawianie sobie – lub, co gorsza, bliskiej osobie – że ich użycie nieuchronnie doprowadzi do ich śmierci, szaleństwa lub uwięzienia, może łatwo stać się samospełniającą się przepowiednią. W końcu po co ktoś miałby troszczyć się o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne, skoro jego los jest już przesądzony i nie ma nadziei na zmianę? Takie myślenie rodzi bezproduktywny pesymizm i fatalizm wokół narkotyków, które nie służą ani jednostce, ani społeczeństwu.
Rozumiem, że tego rodzaju ramy mają na celu zmuszenie ludzi do rzucenia narkotyków i być może znajdź Boga poprzez 12 kroków. Jednakże takie podejście może nie być odpowiednie dla wszystkich, a w przypadku osób, dla których zażywanie narkotyków nie stanowi w ogóle problemu, nie jest ono również konieczne. Nawet osoby uzależnione nie muszą powstrzymywać się od wszelkich substancji rekreacyjnych, aby wyzdrowieć, tak jak ja omówione wcześniej.
Uważam, że dzięki odpowiednim narzędziom i wsparciu każdy może poprawić swoją sytuację.
Niestety „Bóg” nie jest uzasadnionym rozwiązaniem problemu fałszowania nielegalnych produktów rynkowych, tj piętno z jakimi borykają się osoby zażywające narkotyki, a nawet samo uzależnienie. Osoby zajmujące się tymi różnymi problemami potrzebują bezpiecznych dostaw, społeczeństwa wolnego od uprzedzeń na temat używania narkotyków lub pomocy wykwalifikowanych pracowników służby zdrowia; rzadko kiedy muszą być nawracani przez osoby udające księży Kościoła Trzeźwości. Rozumiem, że wspólnota zdobyta na spotkaniach 12 Kroków naprawdę pomaga niektórym ludziom, ale wiele pomysłów przedstawionych przez grupę ma uzasadnienie zaszkodzić i środowisko może być niebezpieczny, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie słabo uregulowana i nieetyczna branża odwykowa w dużym stopniu polega na Model Minnesoty. Tak samo, jak ludzie mają swobodę wyboru swojej wiary, powinni również mieć możliwość i wsparcie w wyborze tego, jak będzie wyglądać ich związek z narkotykami.
Dla jasności, nie sądzę, że istnieje coś takiego jak naprawdę beznadziejny przypadek. Być może jestem ślepym optymistą, ale czuję, że przy pomocy odpowiednich narzędzi i wsparcia każdy może w pewnym stopniu poprawić swoją sytuację i ewentualnie odzyskać funkcjonalność utraconą na skutek problematycznych wzorców zażywania narkotyków. Na tym właśnie polega redukcja szkód – praca z ludźmi, aby pomóc im poprawić swoje życie na własnych warunkach i w ich własnym tempie, co naprawdę działa praca. Upieranie się, że nie ma sensu robić nic poza całkowitym nawróceniem na trzeźwość i spotkaniami 12 Kroków, twarz of dowód.
Z drugiej strony założenie, że u wszystkich osób używających narkotyków nieuchronnie dojdzie do uzależnienia, może prowadzić do podjęcia takich działań, jak zmuszanie do leczenia osób, które nie mają problemu i prawdopodobnie nigdy nie będą miały takiego problemu, co w wielu częściach świata może oznaczać wyrok wymuszonej abstynencji , patologizacja religijna, kara cielesnaoraz rozłąkę z bliskimi na czas nieokreślony. Powszechne założenie, że każdy użytkownik narkotyków zaprzecza temu, jeśli upiera się, że nie potrzebuje pomocy, pogłębia tę kwestię. Biorąc pod uwagę, że niektórzy 70-90% osób zażywających narkotyki tak robi bezproblemowo, statystycznie bardziej prawdopodobne jest, że nigdy takiego nie rozwiną. Musimy przestać traktować dorosłych używających narkotyków jak głupie dzieci, które nie wiedzą, co jest dla nich najlepsze. Ta odmowa wolnej woli nikomu nie pomaga i może zmusić ludzi do szukania leczenia, gdy tego nie chcą lub nie potrzebują. Zapełnianie miejsc leczenia uzależnień osobami, które nie zażywały narkotyków w sposób problematyczny, jest zarówno marnowaniem zasobów, jak i działaniem demotywującym dla osób objętych leczeniem. Argumenty o chęci „zdusienia problemu w zarodku” nie mają tak naprawdę sensu, ponieważ jeśli dana osoba nie ma jeszcze problemu, nie możemy być pewni, że będzie miał go w przyszłości.
O wiele rozsądniej byłoby postrzegać uzależnienie jako problem zdrowotny, a zażywanie narkotyków jedynie jako zwykłe ludzkie zachowanie, które wymaga środków ostrożności.
Niezależnie od tego, czy są uzależnieni, czy nie, zmuszają ludzi – zwłaszcza młodych – do rehabilitacji lub programy dla nastolatków z problemami może stworzyć lub zaostrzyć problematyczne wzorce używania. Podobnie jest z kryminalizacja używania narkotyków. Więzienie młodzieży za „przestępstwo” polegające na eksperymentowaniu z narkotykami znacznie bardziej prawdopodobne jest, że zepchnie ją na margines życia, niż zmusi do rzucenia palenia. Alternatywą jest wymuszone lub przymusowe leczenie dowolnego rodzaju szkodzić pacjentom – dotyczy to zwłaszcza leczenie uzależnień, co rzadko jest oparte na dowodach i czasami nieuczciwy. To karceralne podejście do zażywania narkotyków raczej stwarza problemy niż je rozwiązuje.
Chociaż rozumiem powody traktowania zażywania narkotyków jako problemu zdrowotnego, a nie przestępstwa, uważam, że o wiele rozsądniej byłoby postrzegać uzależnienie jako problem zdrowotny, a samo zażywanie narkotyków jedynie jako zwykłe ludzkie zachowanie wymagające środków ostrożności. Tak, praktycznie każdy narkotyk może być zażywany w sposób problematyczny, ale to nie znaczy, że zrobi to każda osoba zażywająca narkotyki. Nie przeczę, że w niewłaściwym kontekście nawet rzekomo „miękkie” narkotyki, takie jak konopie indyjskie, mogą wyrządzić krzywdę. Jednak to samo można powiedzieć o różnorodnych popularnych zajęciach rekreacyjnych, takich jak skoki na bungee czy jazda konna (by posłużyć się sformułowaniem Davida Nutta słynny przykład). Niedawno moja krewna chwilowo straciła przytomność, gdy rzucił ją koń, ale nie słyszałem jeszcze, żeby ktoś twierdził, że potrzebuje interwencji lub twierdził, że potrzebujemy podejścia do jazdy konnej w oparciu o zdrowie publiczne.
Tak jak epikurejczycy wierzyli, że ludzie muszą uwolnić się od ciężaru przesądów, aby żyć w spokoju, tak ja uważam, że musimy uwolnić się od absurdalnego poglądu, że narkotyki mają demoniczną siłę, która opętała i nieuchronnie niszczy. Narkotyki to po prostu narzędzia, którymi – na dobre i na złe – posługują się ludzie. Prowadzenie z nimi wojny ma taki sam sens, jak walka z oceanem. Nie postrzegamy młotka jako narzędzia przeznaczonego wyłącznie do niszczenia, gdy można przy jego pomocy wiele zbudować. Zamiast zakładać, że zażywanie narkotyków prowadzi do poniżenia i cierpienia, musimy posiadać informacje na temat potencjalnych zastosowań i zagrożeń związanych z substancjami, aby móc podejmować świadome decyzje i ograniczać szkody.
Szkody, takie jak śmiertelne przedawkowanie, infekcje związane z wstrzyknięciami i problematyczne wzorce używania, nie są nieuniknione, są produktem kontekstu i dlatego można je złagodzić lub uniknąć – if mamy do tego szansę i zasoby.


