1. Home
  2. Artykuły
  3. Recenzja: „Crackdown: Surviving and Resisting the War on Drugs”

Recenzja: „Crackdown: Surviving and Resisting the War on Drugs”

Garth Mullins jest aktywistą, muzykiem, podcaster i pisarz. Jego pierwsza książka, Rozprawa: przetrwanie i stawianie oporu wojnie z narkotykami, opowiada o dorastaniu w zachodniej Kanadzie z albinizmem, o dojrzewaniu poprzez punk, aktywizm i heroinę oraz o organizowaniu się osoby, która bierze narkotyki w czasie kryzysu przedawkowania.

To nie jest opowieść o uzależnieniu i rozpadzie w stylu Williama Burroughsa Junkie. I to nie jest opowieść o powrocie do zdrowia. „Częściowo pamiętnik, częściowo manifest”, Crackdown jest szczerą i prowokacyjną opowieścią o niszczycielskim wpływie prohibicji narkotykowej na osoby używające heroiny.

Heroina jest również główną postacią w książce – ale nie jest ani bohaterem, ani złoczyńcą. Mullins opisuje zażywanie narkotyku po raz pierwszy w wieku 19 lat jako „przejście przez złotą bramę do spokojnej, chronionej przestrzeni”. Lata później próba rzucenia nałogu w ciasnym pokoju studenckim w Londynie inspiruje poetykę choroby narkotycznej, łącząc rytmy prognozy pogody BBC z drgawkami odstawienia: Low Biscay traci swoją tożsamość. Puls powoli wzrasta. Viking, North Utsire, South Utsire, Niespokojne morza. Zagłada wzrasta.

Kiedy po raz pierwszy wchodzi do Vancouver Area Network of Drug Users (VANDU), Mullins odkrywa „rewolucyjną przestrzeń: miejsce do walki”. Fentanyl wkrótce pojawia się w kanadyjskim zaopatrzeniu w narkotyki, a Vancouver staje się punktem zerowym w nowym kryzys przedawkowaniaOtoczony śmiercią, niedbałymi politykami i media szerzą panikę moralną, Mullins współpracuje z VANDU, aby ratować ludzkie życie, promować ograniczanie szkód i szerzyć przesłanie, że prawdziwym zagrożeniem nie są narkotyki, ale wojna z narkotykami.

Pod koniec Crackdown, pisze Mullins, „znacznie łatwiej jest straszyć ludzi prostą historią niż wyjaśniać niuanse rzeczywistości”. TalkingDrugs zapytało go o historie stojące za książką i dlaczego ta historia musi zostać opowiedziana teraz.

 

CH: Dlaczego napisałeś pamiętnik? Jak się czułeś, pisząc tak otwarcie o swoim zażywaniu heroiny i aktywizmie?

GM: Zawsze uważałem, że to, co przekazuje idee, jest tym, czym jestem. Przez całe życie grałem w zespołach. Polityki nauczyłem się od punk rocka. Miałem audycje radiowe. Miałem felieton w gazecie. Prowadzę podcast. To moja pierwsza książka.

Nie zaczęło się jako pamiętnik. To było bardziej jak manifest. A gdy to pisałem, ta prawicowa reakcja wybuchła w Kanadzie i rozprzestrzeniła się na cały świat. Zrozumiałem, że muszę pójść pod prąd dyskusji politycznej. Wejść w ludzkie uczucia, w kulturę, w te miejsca, w których prawica teraz się zagnieździła. Ponieważ prawica nie prowadzi dyskusji politycznej opartej na dowodach. Prowadzi opartą na strachu emocjonalną dyskusję. [Zdałem sobie sprawę], że moja własna historia może być trochę silniejsza niż książka pełna przypisów.

W książce jest taki facet, mój najlepszy przyjaciel Jeff. Spojrzał na wczesny szkic o wojnie z narkotykami w Kanadzie i powiedział: „Wow, to naprawdę interesujące, ale czyta się jak encyklopedię. To nie ty, człowieku”. Więc zmieniłem.

Trochę trudno było rozmawiać o wszystkich tych osobistych sprawach. Ale przeprowadziłem wywiady z wieloma osobami w [podcaście] Crackdown, które dzieliły się ze mną swoimi historiami bardzo szczegółowo, z wielkim zaufaniem. I pomyślałem: „Kurczę, skoro proszę innych, żeby to zrobili, powinienem móc zrobić to sam”.

 

Zanim przejdziesz do wojny z narkotykami, piszesz o innych ruchach politycznych. Jak były one podobne lub różne od aktywizmu użytkowników narkotyków?

Trudno to porównać, ponieważ miało to na mnie tak osobisty wpływ. Ruch na rzecz praw użytkowników narkotyków pomógł mi pozbyć się wstydu. [To] było dla mnie osobiście niesamowicie wyzwalające. Nigdy nie mógłbym prowadzić tej rozmowy, zanim nie zostałem aktywistą w tej sprawie. Czuję, że patrząc wstecz, zmierzałem w tym kierunku.

Widziałem całą niesprawiedliwość na świecie. Ale myślałem, że niesprawiedliwość, z którą się zmagam, jest moją własną przyczyną problemów. Dopóki nie zacząłem więcej czytać i więcej rozmawiać z innymi ludźmi w ruchu i pozbyć się wstydu.

Ale jest wiele wspólnego. Te same taktyki działają na wszystkich: obywatelskie nieposłuszeństwo, akcja masowa, solidarność, budowanie koalicji, sposób, w jaki rozwijaliśmy kampanie. Mogłem wykorzystać swoje umiejętności z innych ruchów, z pikiet strajkowych, z masowych mobilizacji przeciwko globalnemu kapitalizmowi, aby pomóc ruchowi użytkowników narkotyków. Ale przeszedłem też przez całkiem długą fazę nauki. Nie pojawiłem się po prostu i nie powiedziałem: „Hej, wiem, jak się organizować”. Po prostu siedziałem z tyłu przez długi czas.

 

Piszesz o obawach, że ludzie będą cię oceniać za używanie heroiny, o squatach w Vancouver z zasadami „żadnych ćpunów”. Skąd bierze się to uprzedzenie, nawet w ruchach sprzeciwiających się przemocy państwowej?

Dawniej nie było miłego, grzecznego określenia „ludzie, którzy biorą narkotyki”. Żadnej redukcji szkód. To była mała, radykalna idea. Więc była niemal powszechna nienawiść do osób zażywających narkotyki. Byliśmy wyrzutkami po obu stronach.

W Vancouver jest o wiele więcej komfortu w ruchach, w których dorastałem, organizując się u boku aktywistów narkomanów. To dlatego, że mieliśmy ten kryzys przedawkowania i to miało głęboki wpływ. Klasa robotnicza Kanady zaczyna się budzić i zdawać sobie sprawę, że to problem klasy robotniczej. Wykonaliśmy wiele pracy, uzyskując solidarność ze związkami zawodowymi.

Zmarginalizowane grupy muszą walczyć o wejście do niektórych ruchów. W Kolumbii Brytyjskiej ruch pracowniczy ma rasistowską historię. Grupy ludzi musiały walczyć o wejście. Nie twierdzę, że jest tak samo w przypadku użytkowników narkotyków, ale istnieje pewien rodzaj analogii.

 

Piszesz o doświadczaniu ableizmu jako dziecko, a później o znaczeniu rdzennych mieszkańców w ruchu użytkowników narkotyków. Jak ruch działa w różnych dziedzinach?

To jest ciągły proces. Są rdzenne członkostwa i przywództwo. Szczególnie rdzenne kobiety odegrały kluczową rolę w przewodzeniu VANDU. Ale nie zawsze było łatwo. Nadal istnieją grupy ludzi, które prawdopodobnie nie czują się mile widziane. W centrum East Side, gdzie jest VANDU, jedną ulicę dalej jest Chinatown, a w ruchu jest bardzo niewielu chińskich Kanadyjczyków. Są powody strukturalne. Jesteśmy spadkobiercami systemowego rasizmu. Nadal musimy z nim walczyć.

Ale kiedy ludzie organizują się razem, widzę, jak to zmienia rzeczy. To jest magia. Wtedy ludzie od razu rozumieją: „Mamy tu wiele wspólnego. Stajemy w obliczu wspólnych wrogów”.

 

Jest bardzo szczegółowy rozdział o metadonie. Dlaczego to było ważne?

Chciałem pokazać ludziom biowładzę i nadzór. Sposób, w jaki system przychodzi, aby cię rościć. Tak, aby w momencie, gdy dotarliśmy do trudniejszych koncepcji, takich jak dekryminalizacja, czytelnik był już taki: „Okej, rozumiem więcej na temat tego systemu i jak bardzo ludzie muszą się starać, zanim dostaną bezpieczne dostawy”.

Chcę, żeby ludzie wiedzieli, że jestem dość pospolity. Że każdy w mojej sytuacji próbował miliona rzeczy, zanim znalazł inne rozwiązania. Nie byle jakich rzeczy. Skomplikowanych, pracochłonnych rzeczy – spróbować rzucić, albo zacząć leczenie, albo przejść przez 12 kroków. Ludzie próbują wielu rzeczy, zanim w końcu będą musieli zacząć korzystać z bezpiecznych dostaw.

Istnieje prawicowy mit, że narkomani są naprawdę rozpieszczani i po prostu rozdają darmowe narkotyki na lewo, prawo i środek. Wszystkie te kłamstwa od naszej Partii Konserwatywnej i Trumpa. Chciałem się temu przeciwstawić, ale nie mówiąc, że to właśnie robię. Żeby ludzie mogli zrozumieć, że nawet łagodny stary metadon jest tą ściśle regulowaną przestrzenią.

 

Książka zaczyna się i kończy ceremoniami oznaczającymi śmierć. Straciłeś dziesiątki przyjaciół. Dlaczego zdecydowałeś się w ten sposób zakończyć swoją historię?

Tyle śmierci. Cały aktywizm teraz dotyczy śmierci. Kiedy byłem młodszy, marzyłem o rewolucjach, w których wszystko na świecie się zmieni. A potem znalazłem się w trwającej dekady kampanii, aby po prostu utrzymać ludzi przy życiu. I wydaje się, że to takie minimalne żądanie.

Szczerze mówiąc, wiedziałem, że nie mogę zakończyć książki w złej tonacji. Nie możesz po prostu zakończyć książki słowami: „Wszystko jest do bani. Koniec”. Więc pomyślałem o dobrych momentach, które mieliśmy ostatnio, i to był jeden z nich. Prowadzone przez społeczność, rdzennych mieszkańców. Kolektywne. To było świętowanie wielu zgonów. To był naprawdę pamiętny moment, w którym wszyscy poczuliśmy się dobrze. Tak wiele osób, na których mi zależy, było tam lub reprezentowanych przez honorowane nazwiska.

 

Ostatecznie kończysz na wyzywającej nucie: „w końcu wygramy”. Skąd bierzesz tę nadzieję?

Podważyliśmy ideę, że można aresztować, aby wyjść z wojny z narkotykami. Nawet politycy po prawej stronie nie mogą już tego powiedzieć. Podważyliśmy ideę, że abstynencja jest jedyną drogą. Więc nawet politycy po prawej stronie nie mówią: „Zamkniemy wszystkie kliniki metadonowe i zakończymy wszystkie terapie substytucyjne”.

Więc usunęliśmy niektóre z głównych filarów ideologii wojny z narkotykami i nie mogą ich odbudować. Próbują innych rzeczy. I to jest przerażające. Jesteśmy w naprawdę, naprawdę złym momencie, w którym możemy wiele stracić. Ale te podstawy nadal tam są. Ludzie prowadzący reakcję próbują ukraść nasze człowieczeństwo. Ale wywalczyliśmy sobie drogę powrotną do społeczeństwa, aby uznać nas za istoty ludzkie, a to nie odejdzie tak łatwo.

Jedną z rzeczy, które sprawiły, że książka była logicznym wyborem, jest to, że rzeczy są skomplikowane i potrzeba czasu, aby je wyjaśnić. Musimy rozmawiać z ludźmi z ruchów, które próbują zmienić świat i angażować ludzi w ten głębszy sposób. Tak buduje się ruch. Tego się nauczyłem.

Doświadczyliśmy kryzysów, fal zniszczeń, porzucenia rządu. Wszystkiego, czego wszyscy inni zaczynają teraz doświadczać, gdy skrajna prawica i faszyzm prześladują świat. Redukcjoniści szkód, ludzie tacy jak my, będą niesamowicie rozchwytywani przez ludzi, którzy mówią: „O mój Boże, właśnie się obudziłem i jak do cholery mam przetrwać tę prawicową apokalipsę?” Cóż, przetrwaliśmy apokalipsę przez całe nasze pieprzone życie.

Poprzedni post
Dekryminalizacja w Hiszpanii: dekady cichej innowacji
Następny post
Lizbona zmuszona zamknąć Safer Smoking Site z powodu problemów z finansowaniem

Related content