W Bhutanie dymka nie puścisz

Od 2005 roku Bhutan, państwo w położone w środku Himalajów usilnie stara się ograniczyć uzależnienie od tytoniu wśród swoich obywateli. W przeciwieństwie do zakazów, jakie w ostatnich latach mogliśmy obserwować w Europie w tym w Polsce, Bhutan poszedł o krok dalej zakazując całkowicie handlu tytoniem i mocno ograniczając jego spożywanie. Polityka rządu jednak nie okazała się wystarczająco skuteczna. W odpowiedzi władzę w 2009 roku przyjęły ustawę, która wchodzi w życie w od początku tego roku, umożliwiającą policji przeszukiwanie domów osób podejrzanych o sprzedaż lub posiadanie tytoniu. Sytuacja przykuła uwagę nie tylko w na krajowej scenie, lecz również na arenie międzynarodowej. Zagadką wydaje się czy tym razem rząd uzyska pożądany rezultat i będzie w stanie ograniczyć przemyt z Indii i Chin.

W ostatnich latach kwestia szkodliwości palenia tytoniu zdobywa coraz więcej zwolenników zarówno wśród naukowców i polityków jak i społeczeństwa. Według Światowej Organizacji Zdrowia, palenie tytoniu jest poważnym czynnikiem ryzyka w sześciu z ośmiu chorób zbierających największe żniwo ofiar. Badania wskazują, iż palenie powoduje około 5 milionów zgonów rocznie (więcej niż HIV/AIDS, malaria i gruźlica razem). Prognozy zaznaczają, iż jeżeli obecny trend się utrzyma, w XXI wieku aż miliard ludzi może stracić życie w związku z paleniem tytoniu. Światowa Organizacja Zdrowia proponuje kilka rozwiązań, które kraje mogłyby wprowadzić w celu ograniczenia palenia tytoniu wśród obywateli. Najbardziej popularne to wzrost opodatkowania handlu tytoniem lub wzrost nakładów na edukacje społeczeństwa a skutkach palenia. Ścieżka, którą wybrał Bhutan zdecydowanie wykracza poza te wskazówki. 

Pierwszy kraj wolny od dymu – jak opisują Bhutan jego parlamentarzyści w roku 2009 przyjął ustawę, umożliwiającą policji przeszukiwanie prywatnych mieszkań bez zapowiedzi w poszukiwaniu tytoniu i papierosów. W nalotach będą brały udział specjalnie szkolone psy, które mają uskutecznić działania. Pomimo, iż zakaz nie jest całkowity (ciągle można palić w prywatnych mieszkaniach), palacz będzie musiał na żądanie okazać odpowiednie dokumenty z urzędu celnego.  W dalszym ciągu obowiązuje całkowity zakaz handlu tytoniem na terenie kraju. W związku z tym palacze nie muszą rezygnować ze swojego nałogu, jednakże dodatkowe opłaty celne w wysokości 200% ceny towaru mogą mocno zniechęcić do puszczania dymka. Każdy palacz może maksymalnie posiadać 200 sztuk papierosów.

Podczas głosowania, ustawa uzyskała 61 z 65 możliwych głosów poparcia. Taki rezultat jednoznacznie wskazuje na fakt, iż opozycja do tego pomysłu jest minimalna. Z rzadka, co prawda można usłyszeć opinię jak ta przedstawiona przez lidera opozycji, Tsheringa Tobgaya, który stwierdza, iż „ma nadzieję, że pierwszą osobą, która trafi do więzienia w rezultacie nowego prawa, będzie któryś z parlamentarzystów, który za nią głosował”. Sporadyczne głosy sprzeciwu pojawiały się również na bhutańskich portalach internetowych wzywając polityków, aby się „przebudzili” oraz „edukowali zamiast zakazywać”. Interesująca kwestią są kary, jakie można otrzymać za nielegalne posiadanie. Wedle nowego prawa, osoba która nie będzie mogła potwierdzić legalności swojego tytoniu lub będzie posiadać jego zbyt duże ilości może zostać skazana na karę od 3 do 5 lat więzienia. Jeden z redaktorów największego dziennika w kraju, Kuensel, komentuje tą sprawę nazywając kary „drakońskimi”.

Problemem, który często pojawia się w komentarzach jest duże prawdopodobieństwo rozwinięcia się czarnego rynku jak powoli miało to miejsce od 2005 roku. Bhutańskie granice w dużej części położone w trudno dostępnych górskich terenach, z rzadka patrolowanych przez funkcjonariuszy straży granicznej nie powinny stanowić trudnej bariery dla przemytników. Sytuacja jest tym bardziej poważna, iż Bhutan graniczy z Chinami – największym rynkiem tytoniowym na świecie. Badania serwisu Euromonitor wskazują, iż przemyt tytoniowy kwitnie na całym świecie. W 2009 roku aż 10% z wartego 600 miliardów dolarów rynku było w rękach przestępców.  
   
Pomimo kontrowersji zakaz może okazać się skuteczny. Bhutan, uważany jest za kraj wyjątkowy. Prawie kompletnie odizolowany od reszty świata, gdzie zagraniczni turyści zapuszczają się rzadko (cena wjazdu do kraju to $200 dziennie), a obywatele są oddanie tradycji i buddyzmowi. Istotna w tej sprawie jest populacja palaczy w kraju. Według różnych danych zaledwie od 6% do 12% obywateli ma regularnie do czynienia z tytoniem. W porównaniu do Stanów Zjednoczonych (23%) lub Wielkiej Brytanii (22%) problem nie wydaje się „palący”.  Dodając do tego, iż zdecydowanie poważniejszą kwestią w kraju jest alkoholizm oraz żucie specyfiku o nazwie doma (stymulant popularny w Azji, który zabarwia ślinę na czerwono, często wiązany z nowotworami jamy ustnej), nie wydaje się, aby brak tytoniu był czymś, za czym Bhutan może zatęsknić.