Wojna z narkotykami

Mamy mały przełom w polityce prawnej USA:

Wczoraj zaakceptowano tam zmianę prawa, dotyczącego kar za posiadanie kokainy oraz cracku- kokainy po drobnej obróbce chemicznej, która umożliwia jej palenie. Do tej pory kary za posiadanie tych dwóch substancji różniły się stukrotnie- aby na pewno trafić na 5 lat do więzienia ("załapać się" na karę minimalną 5 lat pozbawienia wolności) trzeba było posiadać 500 gramów kokainy lub tylko 5 gramów cracku! Obecnie za posiadanie 5g którejkolwiek z tych substancji trafi się do więzienia na 5 lat.

 

Wydawać by się mogło, że to tylko kolejne zaostrzenie prawa w ramach War On Drugs, ale ta sprawa ma drugie dno- nierówność kar za posiadanie tych dwóch substancji świadczyła o zinstytucjonalizowanym rasizmie i dyskryminacji ze względu na zamożność;

Crack jest generalnie narkotykiem ludzi biednych- kokaina bogatych. To tak, jakby wsadzać do więzienia ludzi pijących tanie wino, a na wolności pozostawiać alkoholików, którzy piją tylko 12 letnią whiskey.

Co do rasizmu- War On Drugs była z nim związana od początku, o czym pisaliśmy w artykule o amerykańskiej polityce narkotykowej. W tym przypadku dane również pokazują, że coś jest nie tak- w ponad 80% spraw sądowych związanych z crackiem oskarżeni są czarnoskórzy amerykanie, podczas gdy większość użytkowników tego narkotyku stanowią biali*. Wnioski nasuwają się tutaj same.

Więcej o rasizmie w prawie USA oraz związanym z War On Drugs możecie dowiedzieć się z clipu na górze strony.

Wojna z narkotykami jest wszędzie wojną z ludźmi biednymi- wojsko niszczy uprawy opium w Afganistanie i koki w Ameryce Południowej, które należą do biednych chłopów i są dla nich jedynym sposobem wyżywienia rodziny- afgańscy farmerzy za kilogram opium dostają 100$**, hodowcy koki z Ameryki Południowej za 1kg liści tej rośliny dostaję 1-2$**. Policja łapie nastolatków posiadających jointa i heroinistów z Centralnego, bo są łatwym celem- nie mają wpływów ani nie mają pieniędzy na dobrego adwokata.

Nie słyszymy z kolei o zatrzymaniach bankierów, księgowych i prawników, którzy piorą pieniądze pochodzące z handlu narkotykami. Zarabiają oni na tym 60% od "pranej sumy" w Ameryce a 30% w Europie- więcej niż jakikolwiek diler, przemytnik, że o chłopie z Afganistanu czy Kolumbi nie wspomnę. Nie słyszymy też o aresztowaniach yuppies z londyńskiego City, czy modnych warszawskich klubów, a w tym środowisku narkotyki takie jak kokaina są bardzo rozpowszechnione. Ich policja nie wsadzi na dołek ani nie spałuje w cel wyciągnięcia zeznań.

W mediach zawsze lepiej zabrzmi "schwytaliśmy brudnego ćpuna"/"Odcinamy Talibów od źródła pieniędzy"/"Złapano dilera rozdającego narkotyki dzieciom" niż "Uwięziono bankiera"...

 

*The Washington Post 26 Lipca 2009

** UNODC World Drug Report 2009