1. Home
  2. Artykuły
  3. Melancholia zabójców w filipińskiej wojnie narkotykowej (część 2)

Melancholia zabójców w filipińskiej wojnie narkotykowej (część 2)

Przeczytaj część pierwszą tutaj // Przeczytaj część trzecią tutaj

 

Polityka jako farsa?

Za granicą wielu jest zbulwersowanych żądzą krwi Duterte, jednak większość Filipińczyków go celebruje. Wreszcie dostrzegają kogoś, kto walczy z przestępczością i przeciwstawia się oligarsze; garstka rodzin, które podzieliły kraj między siebie – po hiszpańskich i amerykańskich latach kolonialnych – i wspólnie go splądrowały. Widzisz naklejki Duterte na zderzaki, bransoletki Duterte, obroże dla psów Duterte, Duterte jako kartonową postać witającą się w hotelowych foyer. Pośród smogu jedna z pieszych zawiązuje sobie przed twarzą osłonę na usta Duterte.

Duterte ma podpisał prawo aby studia były bezpłatne. Mówi, że chce egzekwować ustawę o wolności informacji, aby władze były bardziej przejrzyste. Popiera wprowadzenie małżeństw jednopłciowych. Ludzie go kochają. Ankieta z 2017 roku szacunkowa że popiera go 80 procent społeczeństwa. Ostatnio jego sojusznicy odnieśli sukces w niedawnych śródokresowych wyborach powszechnych w tym kraju.

Duterte był przez ponad dwadzieścia lat burmistrzem Davao, megamiasta na wyspie Mindanao na południu Filipin. Z pomocą szwadronów śmierci zamienił metropolię w rodzaj Singapuru Południa. Szwadron Śmierci Davao podobno zabił ponad tysiąc ludzie podejrzany przestępstw. Jego brutalne podejście przyniosło Duterte różnego rodzaju przezwiska: w tym „Duterte Harry” i „Punisher”. Dziś miastem rządzi jego córka. I obaj zaprzeczają, jakoby mieli cokolwiek wspólnego z szwadronem śmierci. Mało kto na Filipinach w to wierzy, ale to nie ma znaczenia.

Władze twierdzą, że od czasu dojścia Duterte do władzy w 1.3 roku około 2016 miliona ludzi poddało się państwu za używanie narkotyków lub podobne przestępstwa. Ale kiedy to robią, nic się nie dzieje. Nie ma wystarczającej liczby programów leczenia i terapii. Gina Hechanova, profesor psychologii na Uniwersytecie w Manili, mówi, że większość osób zażywających narkotyki jest łatwa do wyleczenia i nie jest bardzo uzależniona od narkotyków, których używają, ale ich problemy pogarszają się z powodu ignorancji władz na temat używania narkotyków.

„Władze są niecierpliwe w kwestii rehabilitacji. Ten problem można rozwiązać tylko wspólnie. Z [osobą używającą narkotyków], jej rodziną, sąsiedztwem – i policją” – twierdzi.

Nie będzie słyszana. Szczególnie przez rzeszę biednych Filipińczyków, którzy chcą poczuć politykę teraz, bez względu na koszty. Po raz pierwszy stykają się – choć w farsie – z prezydentem, który robi to, do czego się zobowiązał. Który z pozoru nie napełnia kieszeni, a pokazuje, że ma na uwadze dobro wspólne. I tak ci Filipińczycy zamieniają wolność na poczucie bezpieczeństwa. Nawet jeśli nikt nie wie, gdzie PNP zapuka w następnej kolejności.

Morderstwo nigdy nie umiera

W niedzielę, kilka tygodni później, Nino Cerrado wybiega w południe z domu z przypiętym plecakiem i pistoletem w dłoni. Wskakuje do swojej toyoty, którą właśnie wypolerował jeden ze służących, i pistolet znika pod siedzeniem pasażera. Następnie wyrusza po swoją córkę Księżniczkę. Ma cztery lata i mieszka z mamą.

Podróż trwa prawie godzinę, mimo że w niedziele ruch jest niewielki. Prefabrykowane budynki zamieniają się w chaty z blachy falistej, przed którymi stoją taksówki rowerowe. Cerrado milczy, jak zawsze, kiedy jeszcze nic nie wypił. W końcu parkuje przed boiskiem do koszykówki, gdzie para nastolatków wspina się, by wskoczyć, i kieruje się do chaty, w której tłum śpiewających kobiet i dzieci stoi wokół maszyny do karaoke.

Tam wita go jego była żona, matka Księżniczki – drobna, dorodna kobieta o chińskich rysach twarzy. Księżniczka wygląda przez drzwi, ale nie ma jeszcze odwagi wyjść. Cerrado wyciąga dwa banknoty z paczki peso i wręcza je swojemu byłemu. Ona protestuje. To nie wystarczy. Potrzebują więcej. Więc przekazuje więcej. W końcu księżniczka wychodzi zza drzwi. Jej siekacze zostały wymazane przez próchnicę i nosi różową koszulę.

Nino Cerrado podnosi córkę i kładzie ją na tylnym siedzeniu samochodu. „Świetnie się dogadujemy” – mówi o sobie i swojej byłej żonie. I trzaska drzwiami Toyoty. Po drodze Księżniczka zakłada policyjną czapkę ojca. Cerrado znowu milczy, po chwili parkuje przed centrum handlowym, bierze Księżniczkę za rękę i zaczyna iść. Kupuje jej chrupiące pieczone jelita wieprzowe, zanim pójdą do raju dla dzieci, wściekle głośną kolekcję elektrycznych koni na biegunach, gier zręcznościowych i maszyn do rzucania koszykówką. Wsadza córkę na fioletowego konia na biegunach z białym ogonem i rzuca peso.

Koń i księżniczka kołyszą się monotonnie w przód iw tył, w przód iw tył, w przód iw tył. Cerrado patrzy na Księżniczkę. Nagle mówi: „Jacy ludzie kochają zabijać innych? Tylko sadysta, prawda? Ale oni są wszędzie. Jak naziści w tamtych czasach”. Jego wzrok pozostaje utkwiony w córce. Kiedy koń przestaje się kołysać, zdejmuje z konia na biegunach swoją córeczkę i odwraca się: „To bezsensowne zabijanie”.

Manila

Wieczorem Cerrado siada w swoim mieszkaniu na kanapie, nad nim mieszkają jego rodzice. Sufity są wysokie, podłoga z litego drewna. W salonie telewizor z płaskim ekranem, komputer i system muzyczny tworzą ołtarz socjoekonomicznego sukcesu na Filipinach. Jeden z jego służących nadchodzi z góry, siedział z rodzicami, podnosząc kilka banknotów z paczki peso Cerrado. "Przynieś piwo".

Wkrótce policzki Cerrado znów stają się czerwone. Włącza Metallicę, potem Slayera, głośno. Potem pyta mnie, czy policjanci w Niemczech też są skorumpowani. Albo co się stanie, jeśli ktoś zostanie znaleziony z Shabu w kieszeni? Nagle wstaje i bierze DVD z kredensu. Wyblakłe zdjęcia, być może sprzed piętnastu lat, jego ojciec sfilmował nad głowami widzów, gdy młodzi mężczyźni ćwiczący gimnastykę pełzają po trawniku na czworakach na stadionie. Oficerowie pochylają się do nich i coś ryczą. Trochę kopnięć, trochę uderzeń.

„Widzisz to? To ja”. Wskazuje na łysego faceta między innymi, który robi pompki. „Jak wcześniej ogolili mi głowę. Jak się uśmiecham. Inni rzygali. Myślałem, że to tylko dzień, przeżyję. Mój pierwszy dzień z policją. Wraca do kredensu, nieco tępy. Wyciąga plik dokumentów, grube na trzy palce, żółte teczki, na pewno trzydzieści sztuk.

„Ostatnim razem byłem dyrektorem. Organizowałem „kupowanie popiersia”. Mamy informacje o dilerze, który jest teraz na ulicach. Wychodzimy w normalnych ubraniach. Jeden facet kupuje Shabu od dilera, drugi pokrywa zakup narkotyki, a ja siedzę w samochodzie i udzielam instrukcji. Potem kręcimy.

Każdy plik ma pompatyczną stronę tytułową: PNP starymi, zdobionymi literami. Następnie: wykroczenie, przestępstwo, zeznania funkcjonariuszy. Za tym: zdjęcia. Dealer, długowłosy, chudy mężczyzna o kobiecym wyglądzie, w podartych dżinsach, stoi przed trzema dyżurnymi mężczyznami. Za tym trzysta banknotów peso jest wydrukowanych na stronach za pomocą kleju.

„Rachunki oznaczamy atramentem UV. Dealerzy oczywiście wszystkiemu zaprzeczają. Ale potem zapalamy je czarnym światłem na palcach i – cóż”. Cerrado przegląda akta. Tu przerażone oczy, tam puste oczy na obrazach. Życie się skończyło: 36 lat więzienia za kilka kamieni Shabu. Niektórym plikom brakuje pieniędzy. Cerrado śmieje się cicho. Kiedy sprawa się kończyła, szedł kupić piwo.

Potem odchyla się na kanapie. Chwyta gitarę opartą o ścianę i gra. Znowu wydaje się, że się kurczy.

„Kilka tygodni temu zadzwonili do mnie w nocy. Koledzy złapali dilera, na którego celowaliśmy od dłuższego czasu. Powinienem przyjść spisać sprawę. Ale wtedy dołączył do mnie jeden z moich przełożonych i powiedział: Zastrzelę go. Więc powiedziałem: „Dlaczego w takim razie wyciągnąłeś mnie z łóżka?” Cerrado szaleje, kiedy o tym myśli. „Szczerze, do czego jeszcze mnie potrzebują?” Duterte był jego prezydentem. A dzielnice musiałyby zostać jakoś oczyszczony. Ale nie w ten sposób. Czuje się winny.

Po tym incydencie stres opadł. Trudno mu było zasnąć, pił przez cały tydzień – czasem rano. I wtedy jego decyzja była jasna: wystarczy. Nie chciał już pracować w tej jednostce antynarkotykowej. Poprosił o przeniesienie i zaciągnął się na kształcenie wyższych funkcjonariuszy policji. Mówi, że nie był pierwszym ze swojej jednostki, który został przeniesiony.

Teraz wraca do szkoły. Po tym nie wróci do jednostki antynarkotykowej. On ma nadzieję.

„Co się stanie, jeśli Duterte nie będzie już prezydentem? Co się wtedy stanie, przyjacielu? Wtedy zaczyna się wielkie śledztwo. Wtedy organizacje broniące praw człowieka i dziennikarze pomogą wdowom i sierotom zidentyfikować sprawców”.

A kto chce być mordercą? Morderstwo nigdy nie umiera. Ani nawet na Filipinach.

Slumsy Tondo w Manili

Na cmentarnej zmianie

Późne lato 2017. Poniedziałkowy wieczór. Para prostytutek w różowych dresach stoi przed śmietnikiem na poboczu drogi w Tondo, megaslumsach w Zatoce Manilskiej. Na końcu ulicy posterunek policji, przed nim tłum około dwudziestu dziennikarzy z wyciągniętymi aparatami. W samym środku: Kasey Moreno, drobna reporterka o długich, czarnych włosach i zadartym nosie, z telefonem komórkowym w dłoni i słuchawkami w uchu – jak zawsze. Pracuje dla jednego z głównych rozgłośni w Manili, jej szefowie zabronili jej towarzyszyć zagranicznym dziennikarzom podczas ich cholernej nocnej zmiany. Nikt nie chce być odpowiedzialny.

Dwóch policjantów wyprowadza z komisariatu młodego mężczyznę, jest on skuty kajdankami i naciągnięty na twarz kaptur swetra. Dziennikarze podskakują, robią zdjęcia, błyskają, błyskają. Funkcjonariusze odprowadzają zatrzymanego do radiowozu, chwilę odczekują i wracają. „Wczoraj kogoś zabił” — zauważa reporter Moreno. „Poprosiliśmy więc policję o odtworzenie zatrzymania”.

Następnie dziennikarze filmują siwowłosego policjanta w mundurze siedzącego ze skrzyżowanymi nogami przed komisariatem na ławce. On pali. „To jest kierownik stacji” – mówi Moreno. Zniża głos. „Na stacji była fałszywa półka na książki, a za nią ukryta była cela z kilkoma osadzonymi”. nielegalnie przetrzymywany przez szefa komisariatu straży bez postawienia zarzutów i którzy rzekomo byli torturowani. Historia została ujawniona, a mężczyźni zostali zwolnieni. Siwowłosemu oficerowi pozwolono jednak zostać.

Każdej nocy Moreno ma „zmiany cmentarne” – jak filipińscy dziennikarze nazywają noce, podczas których śledzą historie ludzi zabitych, rzekomo za handel narkotykami, w slumsach Manili. Pola śmierci współczesności. Gdy zapada noc, Moreno siada obok swojego kierowcy w pick-upie i jedzie na komisariaty, aby poszukać historii w raportach z misji. Najczęściej podróżuje do Tondo, największych slumsów w kraju. Tutaj mieszka do 600,000 XNUMX ludzi, tylko nieliczni mieszkańcy docierają do Metro Manila w ciągu dnia – jako robotnicy budowlani, taksówkarze rowerowi, sprzedawcy kapeluszy lub prostytutki. A ci, którzy nie mają pracy, ale są głodni, mogą dołączyć do jednego z niezliczonych gangów.

Jest 01:37. Następna stacja, którą odwiedza Moreno, znajduje się w pobliżu drogi nr 10, głównej ulicy Tondo. Tuzin dzieci pcha materac na drugą stronę ulicy, żadne z nich nie ma na sobie koszuli. Przed stacją znajduje się terrarium z zielonkawymi matowymi plastrami. Leży w nim żółty wąż, zbyt leniwy, by pożreć jedną z dwóch białych myszy przykucniętych w kącie, zamarzniętych. Wewnątrz, obok recepcji, na ścianie, obok widocznych śladów stóp, znajdują się zasady postępowania i dokumenty.

Moreno wita się z funkcjonariuszem w recepcji, prosi o raport z zadania i zaczyna go przeglądać. W międzyczasie przerywa, wyjmuje telefon komórkowy i nagle w radiu jest na żywo, aby omówić sprawę morderstwa na komisariacie, który właśnie odwiedziła. Podczas rozmowy przez jej telefon dwóch chłopców zostaje zakutych w kajdanki i przykutych łańcuchem, podczas gdy trzeci mężczyzna zostaje popychany z tyłu przez funkcjonariusza policji. Cywilny kierowca wyciera ręce chusteczką oczyszczającą. – Za dużo tu piją – mówi sucho. „Zwłaszcza w weekendy. Przede wszystkim mamy problem z alkoholem”.

Następnie Moreno czyta raporty z zadań. Po chwili znajduje wiadomość w jednym z raportów: śmiertelna strzelanina, bardzo blisko stąd, wczoraj o piątej. „Czy są jakieś zdjęcia z aparatu związane z tym?” – pyta oficera. Policjant odpowiada, że ​​nie widział żadnego nagrania z monitoringu. Ale jeśli Moreno pójdzie śladem i znajdzie jakieś nagranie, powinna powiadomić policję.

Znów w drodze, spiesząc się na miejsce zbrodni poprzedniej nocy. Kierowca rusza, wyprzedza z prawej strony, przejeżdża przez czerwone światła drogowe, włączone są światła ostrzegawcze. Pędzi na ciemny podjazd obok motelu. Naprzeciwko leży połyskujące siarkowożółte wybrzeże. W dalszej części dźwigi przemysłowe sięgają po kontenery i coś się odpala. Kurz wbija się w pory.

„Nagle zza rogu wyszedł mężczyzna i padły strzały” – mówi bezzębna stara kobieta. Kasey Moreno stuka w komórkę. Stara kobieta upuściła papierosa i pobiegła do hotelowego foyer, żeby się ukryć. Mężczyzna upadł na ziemię tuż przy wejściu, wstał i uciekł, mówi. Jej oczom ukazał się drugi mężczyzna. Więcej ujęć. "Otóż to."

Kasey Moreno pyta w recepcji hotelu, czy są nagrania z monitoringu. Kiedy wychodzi, mówi: „Hotel twierdzi, że kamery były zepsute lub wyłączone”. Prycha i lekko opuszcza głowę. Ona nie wierzy w żadne słowo. Ale co ona może zrobić? Wygląda na to, że będzie to kolejne morderstwo w Manili, którego sprawca nigdy nie został zbadany. „To właśnie sprawia, że ​​dziennikarze są tutaj tak sfrustrowani” – mówi Moreno.

Ślepy zaułek. Nie ma wideo, nie ma historii. Cmentarna zmiana trwa. Wraca do pick-upa, który stoi na poboczu. Będzie czekała w samochodzie, aż znowu gdzieś popełni przestępstwo. To nie potrwa zbyt długo.

Przeczytaj część pierwszą tutaj // Przeczytaj część trzecią tutaj

 

* Benedict Wermter jest niezależnym pisarzem i reporterem kryminalnym zajmującym się Niemcami i Azją. Możesz sprawdzić jego stronę internetową w tym miejsculub skontaktuj się z nim przez benedict.wermter {@} gmail.com

Poprzedni post
Luksemburg przedstawia propozycje ustawy o legalizacji konopi indyjskich
Następny post
Leki psychodeliczne i leczenie traumy rasizmu [EVENT]

Related content

Frans: дискуссия о легализации каннабиса игнорирует вопрос расы и религии

.
Прошлым летом во всей Франции внезапно и массово открылись „CBD кафе”. Используя лазейку в законодательстве, созданную для фермеров, которые выращивают…