1. Strona główna
  2. Artykuły
  3. Ricardo Soberón: Jak gospodarka kokainowa w Peru zagraża rdzennym mieszkańcom Amazonii

Ricardo Soberón: Jak gospodarka kokainowa w Peru zagraża rdzennym mieszkańcom Amazonii

Peru jest drugim co do wielkości producentem liści koki i kokainy na świecie. Ponadto ponad 500 aktywnych tajnych pasów lądowiska zasila dużą część prawie 21 milionów użytkowników kokainy na całym świecie. I tam prawnik Ricardo Soberón dwukrotnie kierował Krajową Komisją ds. Rozwoju i Życia bez Narkotyków (DEVIDA), podmiotu zarządzającego prawie 8 milionami dolarów, które ambasada USA przeznacza na likwidację plantacji koki. Zarządza również prawie 270 milionami dolarów przeznaczonych na programy budżetowe zasilanie kontrolne, alternatywny rozwój oraz leczenie i zapobieganie konsumpcji. Ale w przeciwieństwie do tego, Soberón, kiedy tylko mógł, krytykował tę strategię polegającą na zwalczaniu nie kokainy, ale roślin koki, zanim zostaną one przetworzone.

Soberón próbował powstrzymać rozwój nielegalnej uprawy koki w znanej enklawie upraw koki w peruwiańskiej dżungli – znanej jako VRAEM – bez użycia siły. Kiedy jednak promował bezpośredni i stały dialog z przywódcami zajmującymi się uprawą koki w okolicy, niektórzy nazywali go „pro-cocalero'. Co więcej, kiedy skrytykował przymusową eliminację upraw koki, która nie zapewniła trwałego wsparcia dotkniętym społecznościom, został oskarżony o wspieranie handlarzy narkotyków. Kiedy promował pilotażowy plan zmniejszenia powierzchni pod uprawę koki w zamian za rozwój społeczno-ekonomiczny rosnących społeczności, a także zapobieganie używaniu narkotyków, nigdy nie znalazł poparcia politycznego.

Nikt, kto naprawdę go zna, nie mógłby uważać Soberona za polityka antynarkotykowego. W świecie, który promuje prohibicję narkotyków, Soberón w 2009 roku pomógł założyć Centrum Badań nad Narkotykami i Prawami Człowieka, jedyną organizację, w której przyznaje, że dowiedział się o narkotykach.

 

W Peru krajowe plany przeciwko uprawie koki rozpoczęły się w latach 1980. i trwają do dziś. Jakie więc bezpośrednie konsekwencje może przynieść zatrzymanie likwidacji?

Amerykanie się irytują i - szczerze mówiąc - nie obchodzi mnie to, ale muszę to powiedzieć: podporządkowanie Peru Departamentowi Stanu USA to coś, czego nigdy wcześniej nie widziano. Są całkowicie zależni od Amerykanów, a Amerykanie w Peru czują się Amerykanami.

 

Od 2002 r. hektary zlikwidowane w ramach VRAEM nie stanowią nawet 1% powierzchni uprawnej. Ale podczas swojej administracji proponowałeś samounicestwienie w celu zmniejszenia upraw koki. Ale czy likwidacja w jakiejkolwiek formie nie jest już polityką nieskuteczną?

Podkreślam, że jedynym sposobem osiągnięcia trwałej redukcji upraw koki w Peru jest dobrowolne porozumienie, oparte na rozumowaniu i wiedzy hodowców, a nie na siłę. Pierwszą rzeczą, którą musiałem osiągnąć, było przekonanie, że przymusowe eliminowanie nie jest sposobem na załatwienie sprawy, ale odbywa się za zgodą obu stron; to znaczy [poprzez] skoordynowaną eliminację. to zasadziłem. I podpisałem pakt z kooperatywną kokainą kobiet Sumaq Sunqu. Dali mi sześć hektarów koki [z dobrowolnej redukcji], co było dla mnie bardzo symboliczne, ponieważ nie wydałem ani jednego sola [peruwiańskiej waluty]. Dostali wiadomość. Potem przyszedł zamach stanu Pedro Castillo i musiałem odejść.

 

Krytykowałeś pomiary upraw koki w Białym Domu za ich niedokładność. Co naprawdę mówią nam dane dotyczące likwidacji upraw? Czy są wiarygodnym wskaźnikiem?

Zupełnie nie. Stany Zjednoczone mają swój standardowy system dla całego świata, ale nie odpowiadają za stosowaną przez siebie metodologię ani za swoje bazy danych. A niektóre kraje, takie jak Peru, zdecydowały się przyjąć swoje środki, sposoby i formy. Ale dane dotyczące zwalczania to tylko cel, który rząd USA ustala w styczniu każdego roku. Teraz Stany Zjednoczone ogłosiły zwiększenie w tym roku 8 milionów dolarów na zwalczanie. To straszny błąd, ponieważ likwidacja bez rozwoju obszarów wiejskich napędza wylesianie i promuje błędne koło „upraw wyeliminowanych, zasianych”. To znaczy, zubożały wieśniak, który opryskuje lasy i sadzi kokę, kiedy nadchodzi likwidacja, udaje się gdzie indziej i kontynuuje ten sam cykl: to jest efekt balonu. To właśnie się dzieje.

 

Czy można skierować eliminację koki na inną strategię?

Likwidacja to polityka państwa. Zamiast tego chciałem przeformułować kontrolę podaży. Kontrola zaopatrzenia to nie likwidacja: masz Marynarkę Wojenną jako kapitana, masz siły powietrzne do monitorowania z powietrza; masz jednostkę dochodzeń finansowych, masz służby celne; macie Sunat [peruwiańską agencję podatkową] zajmującą się wkładami chemicznymi, macie kilka organizacji, ale w moim budżecie nie było na to pieniędzy.

 

Powiedziałeś, że „handel narkotykami może być czynnikiem, który powoduje zniknięcie rdzennej ludności południowoamerykańskiej Amazonii”. Dlaczego?

Istnieje ścisły związek między międzynarodowym popytem na kokainę – zwłaszcza w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych – a zniszczeniem Amazonii. Wpływ tego zniszczenia ma reperkusje na zniszczenie rdzennej ludności Amazonii. Konieczne jest umieszczenie tego problemu w regionalnej i międzynarodowej agendzie politycznej. Musimy zrozumieć, że handel narkotykami to żarłoczna gospodarka par excellence. Nie ma innej gospodarki na świecie, która byłaby w stanie rozbić struktury społeczne i kulturowe, takie jak te, które ma handel narkotykami.

Załóżmy, że wdrażasz model oparty na handlu narkotykami w środowisku przodków, takim jak to, w którym mieszkali rdzenni mieszkańcy Amazonii. W takim przypadku zmierzenie się ze sobą na równych prawach jest niemożliwe. Nie ma możliwości, aby mogły współistnieć. To gospodarka narkotykowa – poprzez małżeństwo z jedną z córek przewodniczącego gminy, dzierżawę ziemi pod uprawę koki i budowę lądowisk – wywiera najpodlejszą formę podporządkowania modelu ekonomicznego drugiej. Musimy również zauważyć głęboką instytucjonalną, polityczną i proceduralną słabość państwa peruwiańskiego w tworzeniu demokratycznych i suwerennych fundamentów w Amazonii. Istnieje pilna potrzeba, aby najważniejszy aktor polityczny w Peru, niezależnie od jego koloru politycznego, zajął się tą kwestią na najwyższym szczeblu polityki zagranicznej, obrony, bezpieczeństwa oraz zdrowia i rozwoju.

 

Statystyki potwierdzają niepowodzenie wojny z narkotykami. To już nie jest nowość w światowej debacie narkotykowej. Jakie są, według ciebie, przyczyny w Peru, że pomimo dowodów nie ma znaczących ani zasadniczych zmian w wykonywanej pracy?

Zacznijmy od policji. Zadaniem policji jest zarządzanie bezpieczeństwem obywateli zgodnie z ich interesami. Jest to urządzenie, które zarabia więcej, im więcej zatrzymanych tworzy. Gdyby nie wojna z narkotykami, nie można by aresztować za narkotyki, a trzeba by próbować aresztować za coś trudniejszego: kradzież lub rabunek, co wymaga złapania na gorącym uczynku. W przypadku narkotyków mogą nawet kłamać lub zastraszać.

Drugi to sprawa dyplomatów. W tym roku sam tego doświadczyłem: wszędzie, gdzie wyjeżdżałem za granicę, MSZ zawsze przysyłało mi „tygrysa”, który mi towarzyszył, abym pilnował, żebym nie działał poza „marginesami” tego, co „prawidłowo ustalone”. Dla dyplomaty kwestia narkotyków jest czynnikiem artykulacji i współpracy międzynarodowej. Jeśli to usunę, zostawię to z jednym czynnikiem mniej zasobów, przestrzeni, platform, aktorów i procesów. Wtedy usunięcie systemu kontroli narkotyków nie jest dla nich wygodne.

 

Jakie są główne mity i piętna na temat narkotyków, które zostały rozpowszechnione w Peru?

Po pierwsze, na przykład używanie liści koki przez przodków jest atawizmem, należy do przeszłości, a nowe pokolenia, dorastając, zapominają o tym „zielonym sposobie” postrzegania życia. Ale krajowe badania dotyczące używania koki w domach w latach 2013-2019 mówią nam, że jej użycie wzrosło z 3 do 5 iz 5 do 6 milionów użytkowników.

Po drugie, 92% liści koki trafia do handlu narkotykami, a tylko 8% do legalnej konsumpcji. Ale kiedy segment rynku jest kontrolowany, skuty kajdankami, manipulowany i zmonopolizowany w obliczu branży takiej jak handel narkotykami, asymetrycznej, całkowicie żarłocznej w swojej zdolności do wzrostu, jest oczywiste, że tak się stanie. Z drugiej strony, jeśli tworzysz Inne rzeczy są równe warunków dla legalnej koki w Peru, nastąpi bardzo istotny wzrost legalnej konsumpcji.

Po trzecie, każde zażywanie narkotyków staje się problematyczne, gdy we wszechświecie używania substancji istnieją niuanse, kolory i różnice, które moglibyśmy niemal nazwać indywidualnymi doświadczeniami.

 

Jak opisałby Pan obecny krajobraz światowego handlu kokainą po pandemii?

Pandemia pozostawiła nas z absolutnie prężnym globalnym rynkiem kokainy: 21 milionów użytkowników na całym świecie; 6.5 miliona użytkowników w USA; 4.5 miliona użytkowników w Europie Zachodniej; 4 miliony w Brazylii, a to wszystko obsługiwane przez Kolumbię i Peru. Pandemia spowolniła handel morski i zmusiła międzynarodowy handel narkotykami do zmiany globalnej strategii transportowej. Pojechali więc prosto do Amazonii. Nie obchodzi ich już, czy muszą iść bezpośrednio do rzeki Putumayo, do rzeki Yavari, gdzie znajduje się duży liść [koki] zawierający więcej błonnika niż alkaloidu. Nie obchodzi ich to; Chodzi o to, aby móc odwrócić uwagę policji regionalnej w celu wyeksportowania kokainy przez Brazylię.

To samo możemy powiedzieć o Ekwadorze, który historycznie nie uprawiał koki, mimo że leży pośrodku dwóch krajów produkujących. Ale dzisiaj wskaźniki przemocy w Guayaquil [miasto w Ekwadorze] wzrosły; w Guayas, Santa Elena, Manabí jest prawie równy najgorszym momentom w Kolumbii. Dlaczego? Ponieważ trzeba było odwrócić uwagę światowej policji ładunkami kokainy, które opuściły Guayaquil, czy lotnisko Quito, gdzie nie było tak niebezpieczne jak El Dorado [lotnisko Bogota] czy Jorge Chávez [lotnisko Lima]. Są to strategie komercyjne, które niewątpliwie przedstawiają nam globalny scenariusz kokainy, który nie zmniejszył się, a wręcz przeciwnie.

 

Odnosząc się do stanowiska prezydenta Kolumbii Gustavo Petro, który na konferencji prasowej oświadczył, że wojna z narkotykami i deregulacja narkotyków zakończyły się porażką, powiedział pan, że w Peru „jesteśmy trochę skromniejsi i bardziej realistyczni”. Co to znaczy być skromnym i realistycznym?

Nie będę myślał o zdobyciu mistrzostwa świata, jeśli nie zdobyłem nawet mistrzostwa kraju w piłce nożnej. Tym komentarzem podsumowuję całe moje rozumowanie. Nie wystarczy mieć rację, którą mamy. Konieczna jest korelacja siły, która daje zdolność przekonywania, z przekonującymi i udokumentowanymi faktami. Zanim zaczniesz mówić jak Petro, musisz podjąć działania.

Wierzę, że jeśli Gustavo Petro przeniesie swoje wystąpienie na sferę ściśle kolumbijską i to osiągnie, może to uznać za dobre osiągnięcie. Ale od tego momentu do udawania, że ​​Kolumbii, jako jednemu ze 191 aktorów, udaje się przekonać świat muzułmański, Chiny, USA czy prawicową Europę o potrzebie zreformowania tego, uważam za bardzo trudne. Potrzeba wykonania tej pracy jest oczywista i będzie musiała zostać wykonana, ale niech Gustavo Petro zrozumie, że nie jest to jego domeną. Jego domeną powinno być osiągnięcie legalnej redukcji szkód dla Kolumbii, stworzenie trwałego substytutu upraw oraz szereg działań w Kolumbii. Jeśli potem dojdziemy do porozumienia z Peru i Boliwią, to już mały krok; Jestem pewien, że damy radę, ale nie możemy stwarzać sytuacji konfrontacji i konwulsji, których ostatecznie nie będziemy umieli zastosować w codziennym życiu.

 

Peru od kilku lat przeżywa poważny kryzys polityczny. Jak kryzysy polityczne wpływają na politykę narkotykową?

Tylko w jeden sposób: odwracają uwagę od czynników stojących za narkotykami: ubóstwa na wsi, wykluczenia, niesprawiedliwości oraz asymetrycznych i nieproporcjonalnych stosunków międzynarodowych.

 


Esteban Acuña – w tekście – jest współzałożycielem Somy. Francesca Brivio – na zdjęciach – jest koordynatorem działań Somy na rzecz redukcji ryzyka i szkód. Soma to projekt, który przybliża Amerykę Łacińską do najpilniejszych i najbardziej aktualnych debat i działań dotyczących złożonego świata narkotyków.

Poprzedni post
Portugalscy eksperci i społeczeństwo obywatelskie jednoczą się przeciwko kryminalizacji
Następny post
Jak kobiety samoorganizują się: narodziny feminizmu ulicznego i antyprohibicyjnego

Related content