Kłęby dymu unoszą się w powietrzu, gdy nastolatki i 50-latkowie siedzą i zaciągają się jointami. Duża część spożywanej tutaj marihuany pochodzi z szeregu odmian o wysokiej mocy – candy kush, truskawka-banan i wanilia – dostępnych w sprzedaży w brytyjskim klubie społecznościowym zajmującym się konopiami indyjskimi w Teesside w Anglii.
Ponad 850 członków Teesside Cannabis Social Club płaci 120 funtów rocznie za korzystanie z należącej do klubu placówki „Exhale Harm Reduction” w pobliżu Stockton-upon-Tees w północnej Anglii, która jest otwarta pięć dni w tygodniu. Marihuana – uprawiana głównie przez kilkunastu członków – jest sprzedawana za ponad 20 funtów za 3.5 g, czyli poniżej nielegalnej stawki rynkowej.
Osoby odpoczywające i palące produkt wyjaśniają, co przyciągnęło ich do lokalu. „To bezpieczne miejsce” – mówi 18-letni mężczyzna. „Gdyby nas tu nie było, bylibyśmy w domu, w którym inni ludzie paliliby mocniejsze narkotyki”. Jego 18-letnia przyjaciółka twierdzi, że pali konopie indyjskie, ponieważ „czuję się szczęśliwa, gdy jestem smutna”, natomiast 25-letni facet grający na gitarze mówi: „Zacząłem palić, bo muzyka brzmi lepiej. Bardzo łatwo się stresuję i bardzo mnie to relaksuje.”
Co wyróżnia Teesside
Klub społecznościowy Teesside Cannabis jest jednym z nielicznych takich klubów, który przetrwał pandemię. Kiedy w 2019 r. tam byłem, było ich dziesiątki – w tym kilka, o których mówiono, że są prowadzone w podobnie profesjonalny i etyczny sposób – ale wiele z nich nie było w stanie opłacić czynszu, ponieważ środki Covid-XNUMX trzymały ludzi w domu. Walki wewnętrzne, rozbieżne wizje i aresztowania również wprawiły ruch w chaos. Tym, co wyróżniało Teesside, było także to, że był to jedyny klub, który działał za zgodą władz.
„Zawsze byliśmy wyjątkowi” – mówi założyciel Michael Fisher. Od początku on otrzymał wsparcie od zmarłego komisarza policji i przestępczości w Durham (PCC) Rona Hogga, a także cieszył się wsparciem ze strony innych wyższych rangą funkcjonariuszy policji, takich jak były PCC PCC z Północnej Walii Arfon Jones. „W tworzenie modelu, którym zarządzam, przez lata pracowało wiele osób”.
Niezależny klub towarzyski mieści się na zapleczu nieczynnego sklepu CBD, pomiędzy pizzerią a sklepem z karmą dla zwierząt domowych przy głównej ulicy. Przeprowadzili się tu z poprzedniej siedziby na teren przemysłowy. Nad witryną sklepu widniał napis „#ifyouknowyouknow”, obok obrazu przedstawiającego mężczyznę przypominającego Fishera w stylu Boba Marleya oraz informacja o wejściu bocznym wejściem. Ostry aromat konopi unosi się w pobliżu od klientów znajdujących się w środku.
Fisher założył klub w 2014 roku, inspirowany hiszpańską sceną social club, w której działają setki osób klubów są rozsiane po całym kraju, a ich członkowie uprawiają zioło. Odporność klubu Teesside nie można wytłumaczyć wyłącznie wsparciem, jakim się cieszyła. Jego sukces może zależeć od tak prostych czynników, jak niski czynsz, szczególnie silna społeczność i osobowość Fishera. Fisher, ojciec czwórki dzieci, który pracuje również jako konsultant, wyzywająco przetrwał próbę czasu, podczas gdy inni pojawiali się i odchodzili z brytyjskiej sceny aktywizmu związanego z konopiami indyjskimi; niektórzy weszli rząd, biznes, rzecznictwo instytucjonalne, inni byli zhańbiony i uwięziony, kolejny skończył w więzieniu za prowadzenie kawiarni z konopiami indyjskimi, podczas gdy zły stan zdrowia spowodował, że inni cofnęli się o krok.

Podzielony ruch konopi
Według Grega de Hoedta, założyciela Ruchu Powstania, opór wobec kampanii w formie zjednoczonego frontu przebił ruch powstańczy Brytyjskie kluby społecznościowe zajmujące się konopiami indyjskimi, federacji, która pomogła zainspirować do założenia zróżnicowanego zbioru przedsiębiorstw w 2011 r. „Niesamowicie było widzieć, jak ludzie naśladują to, co robiliśmy w Brighton, ale wadą był brak spójności” – mówi. „Nie było wystarczającej liczby klubów, które wrzucały pieniądze do puli, aby pomóc kampanii w walce o prawo do robienia tego wszystkiego legalnie”.
Z powrotem w 2016de Hoedt powiedział, że wyrażający zgodę dorośli „nie powinni się ukrywać” i udawać, że marihuana nie jest częścią ich życia. Jednak niektórzy z aktywistów-przedsiębiorców, którzy założyli kluby towarzyskie – z których kilka charakteryzowało się różnym stopniem problematycznego nielegalnego zaangażowania na rynku – wydawali się oburzeni rosnącą reputacją de Hoedta i byli obojętni na subsydiowanie jego pracy, która obejmowała rozmowy z parlamentarzystami, PCC, the BBC, Wysokie Times i wygłaszał przemówienia w całym kraju.
„Miał bardzo dobre intencje, ale nie był odpowiednią osobą na to stanowisko” – mówi Fisher, który we wrześniu powiedział burmistrzowi Londynu Sadiqowi Khanowi Komisja ds. narkotyków w każdym kodzie pocztowym w całym kraju istnieje zapotrzebowanie na klub społecznościowy zajmujący się konopiami indyjskimi. Ubolewa, że gdyby wszystkie frakcje zajmujące się reformą konopi indyjskich zebrały się około 2016 roku, „nie mielibyśmy marihuany medycznej za 3,000 funtów miesięcznie, ale ogólnie rekreacyjnej”. de Hoedt nie odpowiedział na prośbę o ustosunkowanie się do uwag Fishera.
To może być trochę pobożne życzenie, ale odzwierciedla, jak podzielona według Fishera była scena w latach przed 2018 rokiem, kiedy niezwykłe wydarzenia skutecznie zmusił do tego rząd brytyjski zalegalizować marihuanę medyczną po tym, jak sprawa etyczna stała się niezaprzeczalna i pilna. „Niespodzianka, wielu z tych aktywistów wkrótce się wyprzedało, gdy kliniki medyczne zaoferowały pracę” – mówi Fisher.
Nowa nadzieja dla klubów konopnych
Jednak zmiany zachodzą od podstaw i dotyczy to jednej osoby na 13 w Wielkiej Brytanii myślał o zażywaniu konopi indyjskich. Reformy w USA, Kanadzie i Niemczech (które niedawno stały się pierwszym dużym krajem UE, który zalegalizował marihuanę rekreacyjną) robią z konsumentów konopi aktywistów, którzy chcą dochodzić swoich praw do spożywania rośliny już zalegalizowanej gdzie indziej. Legalne salony marihuany medycznej są wyrastają na głównych ulicach od południowo-zachodniej Anglii po północ, zapewniając przestrzeń społeczną tysiącom osób prywatne recepty dla kwiatów konopi indyjskich i może legalnie odparowywać je w miejscach publicznych.
Salonik konsumpcji marihuany leczniczej Smokey Joe, który został niedawno otwarty w Kidderminster w Worcestershire, mówi: Facebook że ma na celu zapewnienie konsumentom marihuany medycznej „bezpiecznej, wolnej od osądów przestrzeni do leczenia”. W innym miejscu, w Doncaster w South Yorkshire, znajduje się dawny salon fryzjerski w trakcie przekształcenia się w klub towarzyski związany z konopiami indyjskimi, najwyraźniej za błogosławieństwem lokalnej policji. „W Wielkiej Brytanii jest obecnie wiele takich klubów” – powiedział rzecznik powiedział miejscowym mediom. „Tą firmą nie kierują kretynzy. Obowiązują zasady i regulacje. Ostatecznie nie będzie się działo nic antyspołecznego, nie będzie można palić tytoniu”.
Wydaje się, że kierownictwo policji nie jest zainteresowane ściganiem konsumentów marihuany medycznej, podczas gdy liczba aresztowań za uprawę konopi indyjskich gwałtownie spadła dawno temu. Richard Lewis, przewodniczący Krajowej Rady Szefów Policji Wielkiej Brytanii ds. narkotyków, powiedział niedawno w komunikacie prasowym rozesłanym przez klinikę medyczną zajmującą się konopiami indyjskimi Mamedica: „Osoby, których stan chorobowy kwalifikuje je do otrzymania recepty, ale nie są w stanie jej uzyskać, mogą przedstawić kartę [od strony trzeciej] funkcjonariuszom za ilość, której nie posiadają zgodnie z prawem.”
To jednak loteria kodów pocztowych: pacjenci leczeni marihuaną nadal spotykają się z prześladowaniami od policji w niektórych miejscach. Niektórzy zostali aresztowani za posiadanie, a spółdzielnie mieszkaniowe grożą eksmisją za spożywanie konopi indyjskich w pomieszczeniach zamkniętych, a do domów przyjeżdża policja, aby wydać nakazy dotyczące zachowań antyspołecznych. Co najmniej kilkanaście osób zostało postawionych przed sądem, głównie w związku z prowadzeniem pojazdu. Gary'ego Youdsa, właściciel Pokoje Chillin' w Liverpoolu, został właśnie wydany po roku swoją trzecią karę więzienia po tym, jak nadal sprzeciwiał się prawu i otwarcie sprzedawał konopie indyjskie w swojej kawiarni w stylu amsterdamskim, otwartej po raz pierwszy w 2005 roku. Planuje ponowne otwarcie w tegorocznym 4/20, najważniejszej dacie w kalendarzu stonerów.
A wraz z ponownym wzrostem popularności klubów konopnych i salonów z medyczną marihuaną, wszechobecna obecność ganji na głównych ulicach staje się coraz bardziej oficjalna. Wiatr zmian cuchnie trawą – nawet jeśli wydaje się, że głównym partiom politycznym zależy na pozostawieniu wielomiliardowego przemysłu w rękach ulicznych handlarzy. „Nasz klub konopny to nie tylko miejsce, w którym ludzie mogą palić marihuanę, to ośrodek redukcji szkód i centrum społeczności, które obsługuje użytkowników medycznych i rekreacyjnych” – mówi Fisher. „Medycyna to palec w wodzie, ale pełna dekryminalizacja i regulacje są tym, czego potrzebują wszyscy dorośli użytkownicy konopi indyjskich”.


