To relacja osoby, która zażywała heroinę w północnej Anglii. Chociaż substancja nie została przetestowana, prawdopodobnie zawierała jakiś rodzaj nitaz, fentanylu lub kombinację obu syntetycznych opioidów.
Budzę się w panice. Gdzie moja karta bankowa? W skarpetce, cholera jasna.
Jest wczesny ranek, około 8:00 i nikt o tej porze nie będzie spał. Jest sobota, 2 sierpnia.nd 2025, leżę na tekturze, przykryta płaszczami i swetrami, które poprzedniego wieczoru wzięłam z tyłu sklepu charytatywnego. Myślę, że dobrze sobie poradziłam; budziłam się w gorszych sytuacjach.
Czuję ulgę, że jestem sam, a nie z bandą nieznajomych facetów. Rozglądam się i nie mogę znaleźć żadnych narkotyków z poprzedniej nocy. Obiecałem sobie, że trochę sobie zachowam. Zaczynam w myślach przeglądać wszystkich dilerów, których znam, próbując skojarzyć, kto teraz wstanie i będzie miał najlepszy towar. Większość z tego, co brałem, to gówno. Potrzebuję pregabaliny i valium na kilku puszkach po piwie, żeby się uspokoić.
Jestem uzależniony od heroiny i tego właśnie chcę.
Bez większego powodzenia idę do miasta, żeby zobaczyć, czy kogoś spotkam. Dostrzegam dwóch chłopaków idących gdzieś sprężystym krokiem: wyglądają, jakby mieli zamiar zaliczyć. Postanawiam pójść za nimi. Rozmawiamy. Szukają cracku, ale powiedz mi, że ich diler ma sprzęt.
Gdzieś z tyłu głowy narasta we mnie niepokój: nigdy nie słyszałem o tym facecie. Znam wszystkich dilerów w okolicy. Nie mam pojęcia, co on sprzedaje.
Ale biorę narkotyki klasy A od 40 lat – brałem i brałem wszystko. To może mnie zabić, ale prawdopodobnie nie. Poza tym jestem gotowy na to, czego chcę. Mam folię i zapalniczkę. Znajdę jakieś ciche miejsce, gdzie nikt mnie nie zobaczy skulonego z otwartymi ustami i śliniącego się – chociaż dzisiaj potrzebowałbym dużo, żeby tak zostać. Heroina po prostu nie jest już tak silna jak kiedyś.
Kręcąc się w kółko
Ten facet sobie jaja robi. Krążyliśmy w kółko, szukając go wszędzie. Zaczynam się wściekać, czuję, jak ogarnia mnie odstawienie. Jestem zdesperowany i muszę po prostu zażyć – potem znowu będzie dobrze.
Sprzedawca w końcu przyjeżdża na fajnym rowerze górskim. Chwilę żartujemy, a pieniądze i towar zmieniają właściciela w mgnieniu oka. Dostaję jego numer telefonu, żeby dodać go do mojej listy. Znikają wszelkie animozje i frustracja. Wychodzimy z uśmiechami na twarzach. Każdy ma to, czego chce.
Znam miejsce po drugiej stronie ulicy: betonowe schody prowadzące na nieużywany parking. Jest brudno, śmierdzi wilgocią, pełno tam zużytych prezerwatyw, bielizny, zużytych igieł, łyżeczek, filtrów i innych rzeczy – ale jest cicho. Da się. Ruszam tam, obaj chłopaki idą za mną.
Krążę na palcach, szukając czystego miejsca, żeby usiąść. Chcę po prostu być sama i z dala od innych. Znajduję czyste miejsce. Robię rurkę, szykuję sprzęt i upycham resztę do skarpety. Biorę głęboki oddech, żeby uspokoić ręce. Wsuwam zapalniczkę pod folię.
To dziwne. Spodziewałem się, że proszek powoli zgęstnieje i stanie się oleisty. Teraz wygląda jak cukier kryształ – pachnie i wygląda dziwnie.
Przyjmuję to. Ma dziwny smak. Odchodzę.
Światła zgasły
Wszystko ciemnieje. Moje serce zwalnia. Staje.
Może minie parę minut. Nie jestem pewien.
Czuję szelest w nogach. Ktoś próbuje mnie ruszyć. Nadal siedzę, ale prawie tracę przytomność. Czuję ciężar ciała, oczy walczą, żeby się nie otworzyć. Zaczynam się bać. Rozglądam się i widzę jednego z chłopaków, z głową pochyloną nad kolanami. Tył jego głowy zrobił się fioletowy. Czy on nie żyje? Gdzie jest drugi? Muszę iść, umrę, jeśli nie będę przytomny.
Chwytam się poręczy i podciągam. Krok po kroku, mijając drugie, zgarbione ciało. Czy on nie żyje? Rozglądam się. Jego szura zniknęła. Pamiętam, jak ręce obmacywały mnie w kieszeniach. Ten drugi facet musiał mnie okraść. To mnie obudziło. Już mnie to nie obchodzi, chcę się stąd wydostać.
Czy on nie żyje? Kurwa, on nie żyje. Kurwa, on nie żyje.
Znajduję faceta przed parkingiem. Znajdujemy budkę telefoniczną. Musimy wezwać karetkę, ale on nie chce. Ale musimy poprosić kogoś, żeby pomógł jego przyjacielowi. Dzwonimy do nich. Mówimy im, co się stało. On mówi. Ledwo stoję, on mnie podtrzymuje, a ja błagam go, żeby mnie nie zostawiał.
Proszę, nie zostawiaj mnie samego.
Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, kto został. Nie znałam ich wcześniej, nie znałam nawet ich imion. Ale umówiliśmy się na spotkanie później. Rozchodzimy się na dworcu autobusowym. Nie chcę, żeby mnie widziano w takim stanie, ale boję się być sama. Wciąż jestem w tym stanie. Chcę po prostu pójść do miejsca, gdzie wszystko jest bezpieczne i ciepłe, ale nie mogę. Więc dokąd mam pójść?
Nic mi nie jest, nic mi nie jest, nic mi nie jest, po prostu idź dalej, nie siadaj, trzymaj oczy otwarte, po prostu idź dalej. Ale każdy krok to ciężar, wciąż wciąga mnie w tę ciemność. Jeśli zamknę oczy i po prostu tu usiądę, poczuję się naprawdę komfortowo. Część mnie po prostu tego pragnie: pozwól mi zanurzyć się na głęboką wodę i zakończyć to szaleństwo. Jest wiele powodów, dla których warto żyć, wiem to. Jestem po prostu zbyt zmęczony, żeby o nich teraz myśleć. Ledwo mogę utrzymać przytomność.
Co do cholery zrobiłem, że tak się stało?
Co do cholery wziąłem?
Wczesnym rankiem w niedzielę wracam do tego samego miejsca, w którym spałem poprzedniej nocy. Zaczynam czuć się normalniej. Umieram z głodu. Wracam do miasta, żeby coś zjeść, ale wokół jest mnóstwo niebieskich świateł. Policja jest na miejscu. Mówią, że nic mi nie grozi, chcą tylko ze mną porozmawiać. Mówią, że nagrania z monitoringu pokazują, że byłem jedną z ostatnich osób w pobliżu tego chłopaka. Przedawkował i zmarł. Powiedzieli mi jego imię, ale nic mi to nie mówiło. Mówią, że muszą ze mną porozmawiać więcej o tym facecie. Podaję im swój numer telefonu i adres e-mail.
Policja twierdzi, że krąży jakaś wadliwa partia heroiny zmieszanej z nitazami; słyszałem o tym, ale jeszcze jej nie znalazłem. Że kilka osób zmarło od tego towaru. Sprawy zaczynają nabierać sensu. Pytają mnie, czy ja też wziąłem. Mówię, że tak. Ale to nie była zła partia; była supermocna. Ponad 40 lat heroiny i nigdy nie czułem się tak.
Pytają, czy chcę iść do szpitala. Prawdopodobnie widzą, że wciąż walczę o utrzymanie się na nogach. Mówię, że nie, dziękuję. Obserwowali mnie od stóp do głów i próbowali ponownie; uważali, że najlepiej będzie, jeśli zgłoszę się do kogoś. Ale mam sprzęt w skarpetce i nie chcę dostać naloksonu i od razu dostać objawów odstawiennych. Ciągle mi się przyglądają. Dają mi numer telefonu, pod który mogę zadzwonić; mówię im, że zadzwonię. Nie zadzwonię.
Przez następne dwa dni siedzę za pobliskimi sklepami, eksperymentując z heroiną, którą mam. Nie pamiętam, ile razy prawie umarłem, ile razy muszę wstać i chodzić, żeby coś zrobić, cokolwiek, żeby zachować przytomność. Jest poniedziałkowe popołudnie. Jestem zmęczony, głodny, zmarznięty, drżę, przestraszony, panicznie boję się śmierci. Ale znowu jestem nieprzytomny i co mam zrobić? Muszę zaliczyć. Czy skończę jak ten facet, którego imienia nawet nie pamiętam? Czy tak właśnie umrę?
Piszę SMS-y do znajomych i na szczęście przychodzą mi z pomocą. Wieczorem jestem w bezpiecznym miejscu, ciepłym i poza tą spiralą. Rozmawiam z pracownikiem służby zdrowia, który szybko mnie przyjmuje i przepisuje buprenorfinę. Tam przechodzę kilka testów narkotykowych. Wynik pozytywny na fentanyl, ksylazynę i nitazinę.
Przypominam sobie tego biednego chłopaka, bez twarzy, nie biorącego heroiny, tylko z pochyloną głową.
To mogłam być ja.
Minęły trzy miesiące od tego zdarzenia. Nadal jestem zaskoczony, że po 40 latach zażywania heroiny wciąż poznaję wszystkie rodzaje nowych syntetycznych opioidów, które są dostępne. Bycie bezdomnym i błądzenie w systemach opieki zdrowotnej i społecznej oznacza większe prawdopodobieństwo zażywania i śmierci z ich powodu.
Potrzebujemy, aby ludzie mieli szansę sprawdzić, z czego korzystają, i otrzymali wsparcie, aby mogli przetrwać, a nie byli zmuszani do zażywania narkotyków w miejscach, w których nikt ich nie znajdzie.


