„Planuję żyć, aż będę miał 111 lat” – powiedział garbaty czarodziej, którego włosy rozwiewał wieczorny wiatr, gdy w zeszłym roku szedł boso obok mnie wzdłuż wybrzeża Pacyfiku i Meksyku, w miasteczku Sayulita.
Jonathan Ott był postacią niezwykłą, która wywarła ogromny wpływ na zachodnią kulturę psychodeliczną. Ten samotniczy etnobotanik i znawca zawiłej chemii narkotyków zmarł 5 lipca w wieku 76 lat, pozostawiając po sobie dziedzictwo zbyt dziwne i głębokie, by kiedykolwiek zostało należycie udokumentowane lub docenione.
Ott był znany z licznych wkładów w kulturę narkotykową XX i XXI wieku. Urodził się w robotniczej rodzinie w Connecticut i spędził dzieciństwo, mieszkając między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Jego dożywotnie zainteresowanie etnobotaniką zrodziło się w 20 roku podczas wykładu słynnego biologa roślin Richarda Evana Shultesa. Ott zyskał sławę pod koniec lat 21. XX wieku po opublikowaniu kilku książek o północnoamerykańskich roślinach halucynogennych. Napisał wyczerpująco udokumentowane i błyskotliwie skomponowane artykuły na temat szamanizmu i wizjonerskich narzędzi roślinnych dla wielu prestiżowych wydawnictw, zanim w 1973 roku ukazało się jego arcydzieło: Farmakoteon: Leki enteogenne, ich źródła roślinne i historia.
„Farmakoteon” to w istocie święty tekst o roślinach zmieniających świadomość i historii ich zastosowania w różnych cywilizacjach. Na około 600 stronach opisuje ponad 1,000 roślin wykorzystywanych do różnych celów wizjonerskich i wróżbiarskich na całym świecie, co stanowi jedną z najobszerniejszych bibliografii na ten temat, jakie kiedykolwiek stworzono. Po drodze Ott… współautor ukuł termin „enteogen” w 1979 roku wraz z badaczami Carlem Ruckiem, Dannym Staplesem, Jeremym Bigwoodem i R. Gordonem Wassonem jako alternatywę dla słowa „psychodeliczny”. Enteogen to kontaminacja greckich słów „entheos” (natchniony, opętany) i „genesthai” (zaczynać istnieć), które razem wzięte sugerują spotkanie z Bogiem.
Odrzucenie renesansu
Choć był równie ikoniczny, jak inne współczesne postaci psychodeliczne, takie jak Rick Doblin i nieżyjąca już Amanda Feilding, w wyjątkowy sposób od nich odszedł w późniejszym okresie swojego życia. Tak jak „renesans psychodeliczny„zaczęło rosnąć, odrzucił jego coraz bardziej skomercjalizowaną formę i wybrał samotność. Starzejący się czarodziej odizolował się, poświęcając się pisaniu i archiwizowaniu niejasnej wiedzy botanicznej i enteogenicznej, debatując nad etymologią różnych terminów używanych do jej określenia.
Rozmawiając z Ottem w Meksyku, dał mi on jasno do zrozumienia, że nie jest zwolennikiem określenia „psychodeliczny”, a tym bardziej popularnego określenia „renesans psychodeliczny”.
„Po pierwsze, to nie jest renesans, bo coś musi umrzeć, żeby się odrodzić. Dosłownie oznacza to odrodzenie, a to nigdy nie umarło. Towarzyszy ludzkości od co najmniej 10,000 XNUMX lat i wciąż ma się dobrze” – powiedział.
Ott jasno wyraził się, że termin „psychodeliczny” odnosi się konkretnie do minionej epoki: lat 1960. XX wieku.
„Używam tego terminu w odniesieniu do sztuki psychodelicznej, muzyki psychodelicznej, kultury psychodelicznej, psychodelicznych lat 60. Ponieważ, jak już wspomniałem, to wycinek czasu, który przeminął, ma wyraźne konotacje z latami 1960.”

Ostatecznie w latach 1980. XX wieku postanowił zniknąć w górach Meksyku. Nic dziwnego, że pod koniec życia szukał samotności i prywatności; zarówno jego laboratorium, jak i biblioteka spłonęły w podejrzany sposób w 2010 roku. Książki, które sam Albert Hofmann podarował Ottowi, zostały podobno Wykorzystano je jako paliwo do pożaru. Ottowi udało się uciec bez szwanku, ale wiele rzeczy osobistych i cennej wiedzy zostało zniszczonych w podpaleniu.
Przez następne półtorej dekady obserwacje Otta były równie częste i sławne jak Wielka Stopa. Anegdoty donosiły o jego pojawieniu się w schronisku głęboko w amazońskiej dżungli; inni twierdzili, że dostrzegli go w lesie mglistym gdzieś w meksykańskim stanie Vera Cruz.
Na kolokwium, w którym oboje uczestniczyliśmy w Meksyku w kwietniu 2024 roku, powierzono mi zadanie odnalezienia go i doprowadzenia na imprezę zamykającą, ponieważ zaginął kilka godzin temu. Wiedziałem, że szczególnie interesują go lokalne apteki, z których niektóre były jego stałymi bywalcami, i chodziłem od apteki do apteki, aby dowiedzieć się, gdzie jest. Znalazłem go i przeszliśmy razem przez miasto, boso, racząc mnie długimi przemówieniami o miodzie rododendronowym i panteonie meksykańskich molekuł farmaceutycznych. Na początku tygodnia, podczas swojego ostatniego wykładu, Ott podzielił się niektórymi swoimi odkryciami dotyczącymi łupów, które odkrył w jednej z aptek znajdujących się niedaleko naszego pensjonatu.
„Byłem zszokowany i zadowolony, odkrywając, że można tu kupić amfetaminy i benzodiazepiny, a nawet antybiotyki bez recepty, co w Meksyku jest nielegalne. Chodzi o to, żeby ludzie tacy jak my je kupowali – kupiłem kilka i podam przykład. Można kupić generyczny Ritalin – metylofenidat, tak się nazywa – za 64 dolary lub 0.50 dolara za opakowanie 60 tabletek po 102 miligramów. A jeśli chodzi o benzodiazepiny, to dobrą okazją jest klonazepam, pod tą nazwą w opakowaniach po 36 mg za 82 dolarów, a także lorazepam w opakowaniach po XNUMX mg”.
Jonathan Ott posiadał niezwykłą znajomość zarówno ducha meksykańskiej farmacji, jak i roślin odurzających, używanych w rytuałach przejścia w prekolumbijskich kulturach rodzimych dla tego regionu. To właśnie ta rozległość i głębia wysoce wyspecjalizowanej, a często tajemnej wiedzy uczyniły go tak ważnym pomostem między epokami, kulturami i ideami. Był jednocześnie rówieśnikiem Alberta Hofmanna, biegle władał językiem niemieckim i hiszpańskim, znawcą rodzimych, wizjonerskich roślin z najbardziej odległych zakątków świata oraz bosonogim ekscentrykiem, gotowym przeszukiwać małe meksykańskie apteki w 2024 roku, aby dzielić się dobrymi ofertami i odpowiednimi dawkami z cyfrowymi tubylcami, takimi jak ja.
Dzielił się fascynującymi opowieściami o swoich międzynarodowych perypetiach, powszechnie znanymi z typowych dla psychodelików oldschoolowych postaci. Pewnego razu, próbując przemycić dużą partię kory korzeniowej zawierającej DMT z Meksyku do Stanów Zjednoczonych, udało mu się uniknąć kontroli celnej, tłumacząc, że kora jest przeznaczona do produkcji mydła. Innym razem, gdy lądował w Europie, hiszpańskie władze skonfiskowały mu pewną formę opioidu; opuścił areszt i natychmiast udał się do apteki, gdzie kupił ten sam związek aktywny.

Wątpliwości co do renesansu psychodelicznego
Ott z pewnością nie był zwolennikiem medykalizacji „psychodelików”.
„Medykalizacja szamańskich środków odurzających oznacza, że będą oni sprzedawać słabsze wersje całej rośliny po znacznie wyższych cenach”.
U schyłku swojej biografii Ott mógł z łatwością czerpać zyski ze swojej niszowej sławy i reputacji pioniera kultury psychodelicznej, choć gardził tym określeniem. Jego osobista „marka” zasługiwałaby na dużą sławę dzięki występom w podcaście Joe Rogana lub na pokaźną sumę pieniędzy za zasiadanie w zarządach wielomilionowych firm biotechnologicznych, podobnie jak niektórzy z jego dawnych rówieśników.
Zamiast tego wybrał hermetyczny styl życia, z dala od opinii publicznej, pozostając wiernym życiowej pasji, jaką były badania etnobotaniczne i naukowe, niezależne od interesów korporacyjnych i regulacji państwowych.
W tej cichej samotności stworzył spuściznę prac, które nie tylko udokumentowały historię roślin enteogennych, ale także ukształtowały ich przyszłość – niezależnie od tego, czy wiedzieliście o jego istnieniu, czy nie.


