Wywiad z TalkingDrugs Petera Sjöstedta-Hughesa, jeden z czołowych filozofów łączących myśl i praktykę wokół psychodelików ze współczesnym rozumieniem filozoficznym. Koncentrując się na panpsychizmie (ta świadomość jest raczej wszechobecna niż wyłaniająca się), Peter dorastał w Kornwalii i został pracownikiem naukowym i wykładowcą na Uniwersytecie w Exeter, gdzie obecnie prowadzi moduł licencjacki i magisterski badający filozofię i psychodeliki. Rozmowa przewijała się przez różnorodne tematy, w tym treść jego zajęć, sposób, w jaki musiała powstać prohibicja, różne sposoby postrzegania potencjału psychedelików, kolonializm, psychedeliki nie powodujące tripu i wiele więcej. Wywiad został zredagowany pod kątem zwięzłości i jasności. Dodaliśmy również łącza dla każdego czytelnika, aby zagłębić się we wszelkie wspomniane teksty lub badania.
Andre Gomes: Chciałem zacząć od pogratulowania ci kursu w Exeter i zapytać, czy mógłbyś skomentować swoje motywacje do prowadzenia tych zajęć.
Petera Sjöstedta-Hughesa: Cóż, naprawdę długa historia. Kiedy robiłem doktorat, pojechałem na tę konferencję do Kalifornii i poznałem tych niesamowitych amerykańskich Whiteheadów – wyznawców filozofa Alfreda North Whiteheada, który pochodził z Anglii, ale przeniósł się na Harvard i tam zmarł w 1947 roku. -organizowane przez Christine Hausekeller w Exeter, która jest obecnie mocno zaangażowana w filozofię i psychodeliki. W rzeczywistości właśnie zredagowaliśmy plik Tom Bloomsbury'ego o filozofii i psychodelikach, które ukaże się za kilka miesięcy, z 15 autorami na temat różnych aspektów tych dwóch. Zorganizowaliśmy więc konferencję z pomocą „Centrum Studiów Procesowych” jak również kilka innych osób. Następnie kontynuowałem mój doktorat z funduszami, których część obejmowała stworzenie modułu filozofii i psychodelików, który, jak sądzę, jest pierwszym akademickim modułem uniwersyteckim poświęconym temu tematowi.
Bo moduł magisterski jest ciekawy, bo mieliśmy wielu wykładowców gościnnych, ekspertów w danej dziedzinie i to nie tylko ja czy tylko Christine. Na przykład mieliśmy Luisa Eduardo Luny, wielkiego antropologa specjalizującego się w ayahuasce, wygłosi wykład; mieliśmy mojego przyjaciela Roberta Dickensa, który był wielkim historykiem psychodelii, który jest redaktorem Prasa psychodeliczna. I mieliśmy Andy'ego Letchera, on napisał: "Grzyb: kulturowa historia magicznego grzyba"; jest lekarzem w Schumacher College. Więc to był interesujący moduł magisterski. Ale w przypadku modułu licencjackiego, który rozpoczął się w styczniu [2022], to głównie ja nauczam rzeczy, ponieważ jest to oczywiście nieco niższy poziom. I co czy zrobiliśmy? Cóż, zaczęliśmy od sesji wprowadzającej, po prostu przeglądu całej dziedziny. A potem zaczęliśmy chronologicznie [umieszczając] wszystko w kontekście.
Przede wszystkim zaczęliśmy właściwie od historii Indian. Więc patrząc na Mezoamerykanie, pewne archeologiczne dowody na użycie psychedelików, śledzące tysiące lat wstecz i tak dalej, różne kultury i różne psychedeliki, których używali, spekulacje sięgające wstecz do historii. Są też kosmologie, co ciekawe, łączące swoją historię z filozofią – kosmologie łączące się z używaniem psychedelików i kulturą indiańską. Więc przyjrzeliśmy się animizmowi, który jest poglądem, że natura żyje umysłem, a następnie powiązaliśmy to z zachodnim rozumieniem panpsychizm co w rzeczywistości jest tym samym, że umysł jest wszechobecny w naturze. Następnie następną sesją była historia zachodniego stosowania psychodelików z naciskiem na filozofię. Spojrzeliśmy na Bergsona o misteriach eleuzyjskich, a potem doszliśmy do współczesności, spojrzeliśmy na Thomasa de Quincy, Bergsona na Williama Jamesa, Ernsta Jungera… A potem spojrzeliśmy na 20th Century, a zwłaszcza to, co się tam wydarzyło, jak można oprawiać psychodeliki z wielu różnych punktów widzenia.
Na przykład, gdyby student zajrzał teraz do Internetu, prawdopodobnie zobaczyłby tylko jeden kąt, medyczny. Patrzysz na [wszystkie] 20th Century, macie tak wiele różnych ram, tak wiele, w których można spojrzeć na psychodeliki. Na przykład CIA i wojsko brytyjskie używał ich do walki jako „niezdolny”. Można je postrzegać jako demoniczne urządzenia z pewnych chrześcijańskich marginesów, można je postrzegać jako wywołujące schizofrenię z pierwszego medycznego punktu widzenia, oczywiście można je postrzegać jako duchowe katalizatory. Można ich widzieć jako katalizatory polityczne, wiesz, tak mówił o tym Herbert Marcuse. Istnieje wiele sposobów, w jakie można spojrzeć na leki psychodeliczne. I tak to zbadaliśmy. Ostatni tydzień poświęcony był metafizyce, która jest jedną z moich ulubionych dziedzin. Więc zająłem się spinozizmem, jak definiuje się doznania mistyczne poprzez jego skalę, Waltera Stace'a, Williama Jamesa, a nawet Bertranda Russella. A potem Christine mówi o medykalizacji psychedelików i związanych z tym kwestiach etycznych. Później zajmiemy się filozofią umysłu. W rzeczywistości jest tak wiele rzeczy do zbadania pod względem filozofii, że musieliśmy naprawdę ograniczyć to, na czym musieliśmy się skupić.
Interesujące w tym wszystkim jest to, że wydaje się, że studentom się to podoba, bo było zbyt dużo subskrypcji. I właśnie otrzymaliśmy bardzo dobre opinie od studentów. Co ciekawe, nigdy wcześniej tego nie robiono. Literatury na ten temat jest stosunkowo niewiele. Ale łączy wszystkie te różne dziedziny filozofii. To jak czarna dziura, która przyciąga ich wszystkich. Więc patrzymy na metafizykę i filozofię świadomości umysłu, patrzymy na etykę, patrzymy na epistemologię, teorię wiedzy, skąd wiemy, że to, co widzimy, jest prawdziwe, czy nie, to naprawdę jest jak meta temat , dla studentów filozofii. Możesz sprowadzić rzeczy z całego miejsca, z polityki, z teologii i tak dalej. Nauczanie jest naprawdę zabawne.
A opinie uczniów były pozytywne?
Tak, bardzo przyjemny. Myślę, że jest to dla nich coś bardzo nowego, wiesz: w filozofii dostajesz bardzo suchą filozofię analityczną, logikę, epistemologię… I wiele z tego nie jest związanych z ich życiem, ale dlatego, że jesteśmy teraz w tak zwanym „Psychedelicznym Renaissance”, przeżywają niejako tę zmianę, tutaj mogą ją powiązać ze swoim własnym życiem. Ponieważ kiedy mówisz o świadomości, jaźni lub zdrowiu psychicznym, wiesz, to jest sprawa osobista. Więc chociaż jest w tym dużo abstrakcyjnej filozofii, ostatecznie myślę, że od razu widać, że łączy się ona z życiem ludzi i sposobem, w jaki postrzegają rzeczywistość, oraz z bieżącymi sprawami politycznymi, w których rzeczy szybko się zmieniają.
Wyobrażam sobie, że rozmowy na temat prohibicji i jej legalności to coś, o czym w pewnym momencie mówisz.
To bardzo złożona kwestia, nie odbyliśmy jeszcze zajęć prawniczych na ten temat, ale z tego, o czym już mówiliśmy, przyjrzeliśmy się Mezoamerykanom: przyjrzeliśmy się podbojowi hiszpańskiemu i temu, jak konkwistadorzy próbowali sprowadzić w chrześcijaństwie przybyła tam Inkwizycja, spalili tyle tekstów od Azteków. I patrzyli na swoje zażywanie narkotyków, które było częścią całego sposobu życia – nie można się rozdzielić, to był ich główny nurt – jako na demoniczne, ponieważ widzieli to z tych rzymsko-katolickich oczu jako wywołujące wizje diabła lub demonów w sposób autentyczny sens, więc nie myśleli, że muszą to być halucynacje. Myśleli, że to były prawdziwe wizje, ale były to wizje piekła, w zasadzie szatańskich urządzeń. Więc zakazali tego – istnieje natychmiastowy zakaz sprzed pół tysiąca lat. Więc przyjrzeliśmy się temu i zobaczyliśmy, jak [psychedeliki] powinny być zakazane, jeśli jesteś katolikiem i wierzysz w takie rzeczy. Jeśli jednak nie wiesz, zakaz nie ma sensu. Oczywiście nie był to zakaz oparty na przewidywanych zagrożeniach dla zdrowia fizjologicznego i psychicznego, który nie był częścią ich ram. A potem przyjrzymy się prohibicji alkoholowej w Ameryce. Jak to przyszło z chrześcijańskiego metodyzmu i innych form chrześcijaństwa. A potem przyjrzeliśmy się, jak LSD wywołało zamieszanie w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza od Hoffmana do Leary'ego, a potem jak CIA testowało je w latach 50. i jak LSD tak naprawdę im nie wyszło. A potem, jak administracja Nixona tego zakazała, niekoniecznie w oparciu o naukę rozumu; pojawia się wiele rasistowskich powodów, widzicie te elementy rasowe, które są bardzo związane ze społeczeństwem amerykańskim i jak to wpłynęło na ONZ i jak to wtedy wpłynął na świat. Ale co ciekawe, Stany Zjednoczone również najpierw go deregulują. Jednym z czytań był ten wspaniały tekst Bullera, Moore'a i Gibsona w Książka Bloomsbury'ego, „Historia Stanów Zjednoczonych” 20th Century Drug Use” i jak doszło do prohibicji.
Wiesz, wydaje mi się, że jest taka interesująca rzecz z LSD. LSD nie zostało zabrane rdzennej ludności. To był syntetyzowany lek. Oczywiście jest podobny do psilocybiny, ale został zsyntetyzowany przez Alberta Hoffmana w Szwajcarii. Nie wiedział, co z tym zrobić, a ponieważ pracował w laboratorium, wysłał to do psychiatrów, jak to robili w tamtym czasie, a potem dostało się do ram medycznych, ale to tak naprawdę nie zadziałało, tak naprawdę nie wywołało to, co oni uważają za schizofrenię. A potem sam Hoffman stał się całkiem duchowy w stosunku do Ernsta Jungera, o którym pisze w swojej książce „LSD, My Problem Child” [PDF dostępny tutaj] i wzięli razem LSD i cokolwiek innego. Ale interesującą [rzeczą] dotyczącą LSD jest to, że ludzie Zachodu nie wiedzieli, jak sobie z tym poradzić. Wydaje się, że pojawił się tak potężny narkotyk i po prostu wysadził społeczeństwo w powietrze, a ludzie nie mogli zrozumieć, co się dzieje. To po prostu spowodowało spustoszenie i musiało zostać stłumione. A teraz powoli, w tym tak zwanym renesansie, który znów odbywa się przez pryzmat medycyny, widzimy, że może nie usmażą ci mózgu, może niektóre psychodeliki, wręcz przeciwnie, mogą być korzystne dla zdrowia psychicznego, jeśli są zdefiniowane w określony sposób. Mam na myśli, że nawet koncepcja zdrowia psychicznego i filozofii jest problematyczna, bo jak na początek zdefiniować normalność? Wiesz, różne kultury mają różne formy normalności. Są te wszystkie kwestie etyczne i zdrowie psychiczne związane z, wiesz, relacjami między pacjentami a lekarzami, patentami, bla, bla, bla.
Wydaje się, że nawet cofając się 500 lat temu, kontakt z Zachodem i niekonwencjonalne stosowanie narkotyków i praktyk w celu osiągnięcia odmiennych stanów świadomości i kontaktu z Bogiem było czymś, co zostało odrzucone. To po prostu przerażało ludzi, że taki kontakt może się zdarzyć.
Dlatego jest to tak skomplikowana historycznie kwestia. Cała reformacja chrześcijańska w XVI wth Wiek był mniej więcej poziomem bezpośredniości wobec Boga. A więc przede wszystkim Biblii nie pozwolono tłumaczyć na języki ojczyste. To było nielegalne. A potem przyszedł Luter i powiedział: „Nie, powinniśmy przetłumaczyć te rzeczy i przekazać je bezpośrednio ludziom i Kościołowi rzymskokatolickiemu”. Oznaczało to, że księża nie byli potrzebni jako mediatorzy (jako bezpośrednie źródła duchowe), wywołując masowe zamieszanie w Europie, zwłaszcza w Anglii, gdzie 20 lat później powstał Kościół anglikański. Chodzi dokładnie o tę bezpośrednią drogę do wymiarów metafizycznych lub duchowych. To interesujące w obu Amerykach, wydaje się, że chrześcijaństwo nie mogło konkurować jako kosmologia duchowa w porównaniu z tym, co już miało. To po prostu nie miało emocjonalnej intensywności, po prostu nie było świadomości. To znaczy, nie chcę przez to powiedzieć, że niedzielna Msza św. lub kościół rzymskokatolicki nie mogą wywołać pewnych duchowych uczuć, ale w porównaniu z przyjmowaniem pejotlu czy czegoś w tym rodzaju, nie sądzę, żeby to się naprawdę porównywało. Ale chociaż przez wieki cały czas próbują tego zakazać lub stłumić, to nigdy nie zniknęło. A potem był ten naprawdę interesujący kompromis z kościołem rdzennych Amerykanów, gdzie pomieszano te dwa elementy, gdzie powiedzieli: „Będziemy Kościołem Chrześcijańskim, ale będziemy też używać pejotlu” i zostało to zalegalizowane w Ameryce mniej więcej w 1890 roku [pod tradycyjne zastosowanie religijne rdzennych Amerykanów pejotlu]. Problem polegał na tym, że pejotl nie był zakazany. To nie było nielegalne. Ale potem, w 1970 roku, kiedy cała wojna z narkotykami naprawdę oficjalnie się rozpoczęła, pojawił się problem, bo zakazali tego i stali się nielegalni. Ale mieli religijne prawo. I przeszli przez te wszystkie sprawy sądowe, w końcu jednak mogli i nadal mogą go używać w Ameryce.
Przynajmniej z punktu widzenia polityki wydaje się, że dyskurs wokół tego, w jaki sposób psychodeliki będą używane lub akceptowane w społeczeństwie, zawsze odbywał się przez pryzmat medycyny i że coś musi być z tobą nie tak, abyś ich używał. Dużo mówi się również o psychodelikach, które nie mają psychoaktywnego aspektu, tak więc można czerpać chemiczne korzyści z substancji bez „potknięcia”. Nie wiem, co o tym sądzisz i czy to było coś, o czym rozmawialiście.
Dwie rzeczy. Po pierwsze, mówię to tylko w odniesieniu do aspektu medycznego. Humphry Osmond, psychiatra, który przyjaźnił się z Huxleyem, ukuł słowo „psychodeliczny” w papier w 1957 r [i] w korespondencji w 1956 r z Huxleyem. W artykule z 57 roku, w którym on sam jest psychiatrą, mówi, że te substancje mają ogromne konsekwencje filozoficzne, społeczne i religijne, którymi należy się zająć i przemyśleć. Tak więc od samego początku, kiedy wymyślono słowo „psychodeliczny”, sam twórca mówił o wszystkich tych społecznych i głębszych metafizycznych kwestiach. I wtedy w 1971, sam pisał o filozoficznych implikacjach psychodelików. Ale od samego początku jest to otwartość ze strony psychiatry, który mówi: „to nie jest tylko soczewka, przez którą powinniśmy na to patrzeć”.
Psychodeliczny oznacza „manifestujący umysł”, więc jeśli nie manifestuje umysłu, czy naprawdę można go zaklasyfikować jako psychodeliczny? Ale w Znowu wiadomość od Osmonda, w zasadzie mówi, że podtlenek azotu jest psychodelikiem, nie mówił tylko o tych, które łączą się z receptorami serotoniny w mózgu. Czasami ludzie definiują psychodeliki nieco zbyt wąsko, kiedy mówią, że podtlenek azotu i ketamina nie są psychodelikami. Spójrz na oryginalną monetę, jest to cokolwiek „manifestującego umysł”. Współpracuję z Wydziałem Psychologii w Exeter, Celię Morgan i jej laboratorium, który jest wiodącym światowym ekspertem w dziedzinie ketaminy. I spójrz na jej doniesienia o ketaminie w wysokich dawkach: masz wizje, masz poczucie jedności i cokolwiek innego, to nic innego jak psychodeliki. Tak więc laboratorium Celii Morgan właśnie przyjrzało się ketaminie pod kątem uzależnienia od alkoholu, a jednym z mechanizmów działania jest to, że – chociaż jest to spekulacja, ponieważ trudno to przełożyć na liczby – widzisz siebie w szerszej perspektywie. A potem myślisz, że twoje osobiste problemy, z powodu których pijesz alkohol, żeby uśmierzyć ból, są relatywnie trywialne, wiesz. Kiedy widzisz większą całość, twoje osobiste problemy stają się mniej ważne. Tak więc nie potrzebujesz alkoholu, ponieważ te problemy są teraz małymi problemami, zmniejszyłeś wagę problemów poprzez psychodeliki, podsumowując ketaminę. Mechanizm ten jest zależny od metafizycznego doświadczenia, o którym myślisz, a powszechne frazesy brzmią: czujesz połączenie z naturą, czujesz jedność, czujesz jedność podmiotu i przedmiotu, jedność przeszłości i teraźniejszości, jedność umysłu i natury, jedność Boga i natury, czymkolwiek by ona nie była. Ale to ten większy, wspanialszy metafizyczny obraz, który następnie umieszcza twoje życie na swoim miejscu, a to ma wtedy korzyść terapeutyczną. Więc jeśli odrzucisz to doświadczenie siebie jako „mniejszego”, mechanizm działania na zdrowie psychiczne musi być czymś innym. Jest to więc zupełnie inna terapia, chyba nie należy jej nazywać psychodeliczną ze względu na znaczenie tego słowa i prawdopodobnie mechanizm działania.
Jeśli chodzi o filozofię umysłu, to, że to doświadczenie samo w sobie może mieć wpływ na twoje zachowanie, nazywamy „przyczynowością umysłową”; a umysłowe przyczyny, takie jak pragnienie, które powoduje, że idziesz do baru lub coś w tym rodzaju, są niezwykle problematyczne ze względu na brak zachodnich metalowych metafizycznych ram fizykalizmu. Wiesz, myślimy, że umysł wyłania się z mózgu. Ale z pewnością czyjaś inteligencja, czyjeś pragnienia, czyjeś zaplanowane świadome kalkulacje muszą mieć wpływ na twoje zachowanie. Ale to nie jest znana siła natury. I myślimy, że wszystko po prostu tyka wraz z siłami mechanicznymi i czymkolwiek. Jest to więc duży problem. I myślę, że wiele prac klinicznych nad psychodelikami jest, bez bycia tego świadomym, fizycznym rodzajem ram. Ale to staje się bardzo problematyczne w przypadku psychodelików, ponieważ istnieje mentalna przyczyna, ale są też te mistyczne wglądy.
Jest taka rzecz, że Michael Pollan i Chris Letheby rozmawiać o, „pocieszający zarzut urojeń”: czy naprawdę należy traktować ludzi, dając im urojenia? Ponieważ oczywiście te metafizyczne poglądy nie są prawdziwe, muszą to być halucynacje. Dlaczego to halucynacje? Ponieważ wiemy, że fizykalizm musi mieć rację. Na tej podstawie nie traktujesz poważnie doświadczeń ludzi. Poniżasz także doświadczenia rdzennych Amerykanów jako halucynacje, co powoduje wiele problemów etycznych, ale także metafizycznych. Dlatego uważam, że filozofia jest naprawdę ważna dla terapii psychedelicznej, ponieważ jeśli masz to wspaniałe doświadczenie metafizyczne, aby przyniosło ono pozytywne korzyści w twoim życiu, musisz zintegrować je ze swoim życiem. „Co, do cholery, właśnie się stało? Co właśnie zobaczyłem? Co to znaczy? Gdzie jestem w porównaniu z tym intensywnym, intensywnym, niewysłowionym przeżyciem?”
W tym Książka Bloomsbury'ego, porównuję filozofię Spinozy z doświadczeniem 5-Meo-DMT, które wydaje się być najbardziej jednoczące. I ma to większy sens w tych ramach niż wspólne zachodnie ramy, które mamy dzisiaj. Więc jeśli masz doświadczenie i potrafisz zintegrować je z tymi ramami i samą filozofią, wydaje się, że poprzez pewne doświadczenia psychedeliczne otrzymujesz coś w rodzaju bezpośredniej intuicji; to symbioza. Myślę, że to da ludziom większą możliwość zintegrowania takich ekstremalnych doświadczeń z ich wyobrażeniem o sobie w relacji do świata. To jest coś, co może nadejść w następnej dekadzie, jakieś większe połączenie metafizyki z psychodeliczną medykalizacją. Myślę, że jest to bardzo wykonalne i dość ważne. Co więcej, mogą to być nawet konsekwencje polityczne. Więc zobaczymy, jesteśmy w środku tego wszystkiego.
Dotknąłeś tam czegoś interesującego, że niektóre z tych doświadczeń można po prostu uznać za „halucynacje”; czy nadal aktualne jest używanie tego rodzaju języka wokół doświadczeń psychodelicznych, mówienie o halucynacjach? O urojeniach?
Cóż, jest słowo „halucynogen”, które jest naładowanym słowem, prawda? Enteogeny są również obciążone w sensie teologicznym i odwrotnie. Teraz lubię słowo psychodeliczny. Kiedyś miał wiele konotacji z kulturą lat 60., ale już nie ze względu na jego głębokie zastosowanie teraz. Myślę, że to świetne słowo do użycia, zwłaszcza gdy na to spojrzysz Papier 1957, co otwiera wszelkie filozoficzne możliwości. Nazywanie czegoś złudzeniem lub halucynacją oznacza, że wiesz, czym jest rzeczywistość. I nikt tego nie robi. Ludzie myślą, że tak, ale nie ma zgody, ludzie bardzo się różnią.
Więc w antropologii mamy coś takiego jak „zwrot ontologiczny”: ruch ten [rozpoczął się] około 20 lat temu, patrząc z góry na inne kultury i mówiąc: „te prymitywy wierzą w to i tamto z powodu ich rewolucyjnej walki o przetrwanie”; poważnie traktujesz ich poglądy, przynajmniej przez chwilę udajesz, że są prawdziwe. Ponieważ patrzysz także na własną kulturę i widzisz, dlaczego kultura zachodnia ma takie przekonania, a kiedy patrzysz na to historycznie, zdajesz sobie sprawę, że istnieje ogólne przekonanie, że jesteśmy szczytem wiedzy. I chociaż wiemy dużo o technologii, nawet o fizyce, istnieją ogromne nieporozumienia dotyczące [na przykład] wymiarów przestrzeni, [o] tego, jak teoria względności pasuje do teorii kwantowej… Ale nawet szerzej, myślę, że chodzi o to, jak pasuje umysł do fizyki, a [z] połączeniem psychologii i fizyki nie mamy pojęcia, po prostu wydają się one w tej chwili bardzo niekompatybilne. Możesz zobaczyć korelaty i to wszystko. Nie wiemy nawet, że mózg jest niezbędny i wystarczający do świadomości. Nie da się tego udowodnić, nie wiesz, że rośliny nie mają wrażliwości. Tylko dlatego, że nie mają mózgu, nie można udowodnić, że mózg jest niezbędny do jakiejkolwiek formy odczuwania, nie można tego udowodnić empirycznie. Bo tego rodzaju tzw.trudny problem świadomości” istnieje, nie sądzę, abyśmy byli na etapie, w którym pewne intuicje wywołane przez psychodeliki możemy nazwać „urojeniami”. Trzeba być bardzo aroganckim, by powiedzieć, że znasz prawdę, wiesz, co jest dobre, a co złe. Tak po prostu nie jest. To tak, jakby konkwistadorzy przybyli do Ameryki i myśleli, że znamy prawdę, rzymsko-katolicką wersję chrześcijaństwa, a to oczywiście zawodzi. Więc to jest złudzenie, kiedy tak naprawdę jest to demoniczne w tym przypadku, ale jest źle w takiej czy innej formie.
Mówił pan także o politycznych konsekwencjach, jakie mogą mieć zarówno te doświadczenia, jak i poszerzenie tej dziedziny. Nie sądzę, aby łatwo było mówić o konsekwencjach politycznych bez mówienia o dostępie, jaki ludzie mieliby do tego rodzaju substancji i doświadczeń. Jestem ciekaw twojego pomysłu na to, jaki naprawdę byłby najlepszy sposób dostępu do tych substancji psychedelicznych.
To bardzo trudne. Nie ma oczywistej odpowiedzi. Właśnie czytałem o tzw kryzys pejotlowy w Ameryce, ponieważ ten kościół rdzennych Amerykanów, o którym mówiliśmy wcześniej, wielu jego członków nie chce, aby pejotl został zdekryminalizowany. Chcą, żeby to pozostało nielegalne, z wyjątkiem nich. Ponieważ uważają, że rozpowszechnianie tego rodzaju roślin jest prawdopodobnie świętokradztwem. Są też problemy z legalizacją, zwłaszcza tzw Ropuchy z pustyni Sonora ze względu na ich liczbę i inne kaktusy.
Z drugiej strony jest kwestia spędzenia lat w więzieniu za wzięcie czegoś, co nie szkodzi tobie ani nikomu innemu, a w rzeczywistości wzbogaca twoje życie, co wydaje się całkowicie niesprawiedliwe. A potem, oczywiście, alkohol jest legalny, ale jest regulowany, nie można na przykład pić za dużo i prowadzić; Nie chciałbym, żeby ludzie na LSD jeździli po mojej ulicy. Następnie syntetyzowane jest LSD, w przeciwieństwie do naturalnie powstałych związków, takich jak meskalina i pejotl, czy cokolwiek innego. Istnieją więc różnice polityczne, ponieważ są pewne kwestie biopiractwa, wiesz, branie związków innych ludzi, kradzież ich wiedzy kulturowej, a następnie czerpanie z tego korzyści, to zupełnie inna kwestia etyczna. Więc mój osobisty pogląd jest taki, że nie sądzę, by ktokolwiek powinien iść do więzienia za ich zabranie, to oczywiste, prawda? Nie powinieneś być karany za ich zabieranie. Myślę jednak, że nie powinno się tego całkowicie zalegalizować i zderegulować, bo np. 5-meo-DMT to na początek wersja syntetyczna. Jest tak potężna, ale gdybyś ją szeroko udostępnił, wiesz, miałbyś wiele przypadków psychologicznych. Więc musi istnieć jakiś rodzaj – nie musi to być rama medyczna – ale jakiś rodzaj poradnictwa lub jakiś rodzaj wskazówek, które są z nim dostarczane. Myślę, że nie powinno być łatwo dostępne. Być może powinno to zostać uregulowane, wraz z jakąś usługą mentorską, która byłaby z nim związana. Jednocześnie, jeśli to zrobisz, nadal będziesz mieć takich, jak mamy teraz, tych podziemnych dystrybutorów i dostawców, dilerów narkotyków, więc i tak niekoniecznie zmieniłoby to aż tak bardzo. Ale myślę, że niezależnie od tego, jak to się zmieni, musimy być bardzo ostrożni. Mówię o silnych psychedelikach, wiesz, z takimi rzeczami jak marihuana, jest inaczej.
Nadchodzący tekst akademicki, zredagowany przez Petera i Christine Hauskellerów, jest już dostępny w sprzedaży w tym miejscu. Więcej jego prac można znaleźć na jego stronie internetowej w tym miejscu.


