1. Home
  2. Artykuły
  3. Hodowcy konopi w Mpondoland pozostawieni do wyschnięcia

Hodowcy konopi w Mpondoland pozostawieni do wyschnięcia

Kobieta przesiewa duże buszle konopi w Mpondoland w Republice Południowej Afryki.

Nonkanyiso Bhulabhula przycina rękami świeżo zebrane dagga. Aby przetrwać, ona i jej mąż, Lungisani Khumbafathi, polegają na uprawie roślin. Zdjęcia: Łukasz Nowicki

Sześć lat po wyroku Trybunału Konstytucyjnego drobni hodowcy dagga popadają w coraz większe ubóstwo, podczas gdy firmy czerpią zyski z „kowbojskiego” przemysłu konopi indyjskich w Republice Południowej Afryki.

Policja nigdy nie mogłaby zamknąć handlu dagga z Mpondoland. Jednak, jak na ironię, stopniowa dekryminalizacja konopi indyjskich stworzyła dla drobnych rolników większe zagrożenie egzystencjalne niż organy ścigania. Chociaż egzekwowano przepisy antykonopne, istniał gotowy rynek dla daggi uprawianej w odległych wioskach na Przylądku Wschodnim. Jednak wraz z rozkwitem często nielegalnego, ale w dużej mierze nienadzorowanego handlu konopiami indyjskimi w miastach w ostatnich latach, rolnikom tym niezwykle trudno jest konkurować z bardziej wyrafinowanymi operacjami pod względem jakości i ceny.

Jest suchy zimowy poranek w Dikidikini, odległej wiosce w regionie Mpondoland na Przylądku Wschodnim. Słońce wciąż chowa się za stromymi skalistymi górami górującymi nad wioską, gdy 60-letnia Landiwe Msolongile spogląda na niedawno zasadzone pole dagga wzdłuż rzeki Mzintlava.

„Był czas, kiedy zarabialiśmy dobre pieniądze” – powiedziała Msolongile GroundUp, obserwując swoje pole pełne małych, wrzecionowatych roślin dagga. „Mój dziadek wysłał nas do szkoły za pieniądze z uprawy dagga. Nasi rodzice kupowali nam nawet bydło i ubrania z hodowli… Wszystko się teraz zmieniło”. 

Rolnicy uprawiają konopie indyjskie w dolinach wschodniego Mpondolandu, w wioskach takich jak Dikidikini, od ponad 100 lat. Góry górują nad wioską, zasłaniając pola konopi przed wścibskimi oczami władz.

Jednak ta niegdyś cenna, nielegalna uprawa dochodowa przynosi obecnie plony ledwo wystarczające, aby rolnicy mogli kupić podstawowe artykuły spożywcze, które zapewnią rodzinie przetrwanie miesiąca.

Hodowcy na obszarze opisali GroundUp zmiany od czasu Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 2018 r – które zdekryminalizowały uprawę konopi indyjskich do użytku prywatnego – dotknęły drobnych hodowców Mpondo.

„Ceny gwałtownie spadły” – mówi Lungisani Khumbafathi, który wraz z żoną Nonkanyiso Bhulabhulą uprawia konopie indyjskie w Dikidikini. „Kiedyś zarabiałem 2,000 lub 1,500 rupii za wiadro [20 litrów], ale teraz to tylko 500 rupii” – powiedział Khumbafathi GroundUp, przycinając liście świeżo zebranej marihuany.

Początkowo hodowcy, tacy jak Khumbafathi, próbowali zrekompensować spadek cen, uprawiając większe ilości konopi. „Ze względu na niskie ceny musieliśmy oczyścić więcej ziemi i uprawiać więcej dagga. Musiałem upewnić się, że sprzedam co najmniej cztery wiadra (20 litrów), aby kupić artykuły spożywcze i inne podstawowe artykuły pierwszej potrzeby, takie jak ubrania dla moich dzieci” – powiedział Khumbafathi, który podobnie jak większość mieszkańców okolicy nie pali znanej lokalnie rośliny jako Ntsangu.

Spowodowało to jednak nadpodaż konopi indyjskich z tego obszaru. Khumbafathi twierdzi, że w obliczu malejącej bazy klientów musieli spalić część zbiorów, których nie mogli sprzedać.

 

Jedynym sposobem na dotarcie do Dikidikini jest przeprawa przez rzekę Mzintlava. Latem, gdy deszcz podnosi poziom rzeki, młodzi mężczyźni transportują osoby starsze przez rzekę w dużej plastikowej beczce o pojemności 200 litrów – bez otworów wentylacyjnych. Większość wioski utrzymuje się z uprawy dagga, choć bardzo niewielu ją pali.

 

Spadek cen pogłębiła susza w regionie. „Ta susza utrzymuje się od kilku lat. Próbujemy siać, ale nie mamy zbiorów. Czasami deszcz nas oszukuje i myślimy, że powrócił” – powiedział Msolongile.

Msolongile powiedział GroundUp, że ze względu na suszę bardzo trudno jest sadzić rośliny inne niż konopie indyjskie. „Wszystkie rośliny, które próbowałem wyhodować, umierają z powodu braku wody. Próbowałem tu sadzić kukurydzę, fasolę i dynie w domu. Wszyscy zginęli, bo wyschli”.

Wielu hodowców, w tym Khumbafathi i Msolongile, zaczęło polegać na dotacjach socjalnych, aby płacić za żywność i inne podstawowe produkty.

 

Zniszczenie nielegalnych rynków konopi indyjskich w Mpondoland

Tijmen Grooten jest holenderskim badaczem i autorem niedawnej publikacji raport w którym przyjrzano się wyzwaniom związanym z włączeniem drobnych plantatorów, takich jak ci z Mpondoland, w proces legalizacji.

Grooten identyfikuje trzy czynniki, które spowodowały dramatyczny spadek nielegalnego rynku hodowców Mpondo. Pierwsza wynika z wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2018 r., który spowodował ogromny wzrost prywatnych upraw na własny użytek, znacząco ograniczając nielegalny rynek plantatorów Mpondo.

Drugim jest wpływ coraz silniejszych zagranicznych odmian na rynek konopi indyjskich w Republice Południowej Afryki. „Historycznie sukces rynku konopi indyjskich w Mpondoland był zależny od braku szerokiej gamy odmian konopi w Afryce Południowej” – Grooten powiedział GroundUp.

W Mpondoland hodowcy konopi uprawiają głównie odmianę konopi landrace. Odmiany konopi Landrace pochodzą z określonego obszaru, z biegiem czasu dostosowując się do lokalnego klimatu i oferując odporność na lokalne szkodniki, co czyni tę roślinę łatwiejszą w uprawie bez zasobów. Chociaż te rośliny konopi indyjskich są cenione ze względu na swoje unikalne cechy genetyczne i profile kannabinoidów, generalnie mają niski poziom tetrahydrokannabinolu (THC), kannabinoidu zawartego w roślinie, który powoduje haj, oraz dużo nasion. Są to cechy, które stają się coraz bardziej niepożądane na (wciąż nielegalnym) rynku rekreacyjnego użytku przez dorosłych.

Według badań Grootena rodzaj konopi uprawianych przez rolników w Mpondoland zawiera od 2.5 do 8% THC, w porównaniu do bardziej popularnych odmian dostępnych na rynku, często uprawianych za granicą, które zawierają około 20-28% THC.

Ostatnim czynnikiem osłabiającym rynek hodowców Mpondo było rozprzestrzenianie się tego, co Grooten nazywa „kowbojskim” sektorem konopi indyjskich w Republice Południowej Afryki; gdzie firmy, które mylą władze z „pseudonaukowymi modelami leczniczymi” i niejasnościami prawnymi, zalały rynek konopi indyjskich silnymi odmianami konopi, często kończąc w „przychodniach” pojawiających się na każdym rogu ulicy.

W zeszłym roku GroundUp zgłaszane o tym, jak „przychodnie” konopi indyjskich nadużywają ustawy o lekach w celu sprzedaży konopi indyjskich. Według źródeł branżowych te nieuregulowane sklepy z konopiami indyjskimi stały się jednymi z głównych czynników rozprzestrzeniających nadpodaż konopi na nielegalnym rynku. Dagga sprzedawana w tych „przychodniach” ma ceny i standardy, z którymi hodowcy Mpondo nie mogą konkurować, mówi Grooten.

 

Obiecuje wielką pracę. Ale czy będzie dostawa?

W 2022 r. w corocznym orędziu o stanie narodu prezydent Cyril Ramaphosa podkreślił potencjał wzrostu gospodarczego i tworzenia miejsc pracy w branży konopi indyjskich i przemyśle konopnym. Już w 2019 roku premier Przylądka Wschodniego Oscar Mabayane powiedział, że sektor konopi indyjskich i konopi oferuje prowincji znaczny potencjał w zakresie tworzenia miejsc pracy i ograniczania ubóstwa.

Rząd prowincji, w ramach Agencji Rozwoju Obszarów Wiejskich Przylądka Wschodniego (ECRDA), zainicjował dwa „inkubacyjne” projekty dotyczące konopi indyjskich. Pierwsza będzie w Magwa Tea Estate, pomiędzy Lusikisiki a wybrzeżem, a druga w Stutterheim, w zachodniej części województwa. To ma nadzieję, zapewnić pracę ponad 50,000 12 rolników dagga w ciągu najbliższych XNUMX lat.

Na jego Zbieranie danych analitycznych o stronach internetowych lub aplikacjach (aby sprawdzić, czy strona działa poprawnie lub które sekcje strony są najbardziej atrakcyjne dla odwiedzających).ECRDA twierdzi, że „zamierza sformalizować nieformalny rynek konopi indyjskich w pasie Dzikiego Wybrzeża”, co umożliwiłoby „monitorowanie, regulowanie i opodatkowanie wcześniej nielegalnych rynków i hodowców”. Jednak projekty te nie nabrały jeszcze prawdziwego impetu.

ECRDA nie odpowiedziało na wielokrotne prośby o podanie terminów.

 

Sihle Mkhonjwa przegląda swoją kolekcję nasion dagga, przygotowując się do sadzenia na nadchodzące zimowe miesiące.

 

Grooten powiedział GroundUp, że wiele przeszkód na drodze do stworzenia włączającego przemysłu konopi indyjskich wynika z podejścia rządu do ustawodawstwa i regulacji po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego z 2018 roku. Powiedział, że rząd Republiki Południowej Afryki przyjął część ram prawnych Kanady, zapominając, że „rynek i historia konopi indyjskich w Republice Południowej Afryki nie przypominają Kanady”.

„Można już przewidzieć, że włączający przemysł obejmujący lokalnych plantatorów i rolników zajmujących się dziedzictwem kulturowym nie wyjdzie z modelu legalizacji opierającego się na prywatnych inwestycjach i rynkach” – powiedział Grooten.

Koszt wejścia

Obecnie jedyną legalną drogą do handlu konopiami indyjskimi jest uzyskanie licencji od południowoafrykańskiego Urzędu ds. Regulacji Produktów Zdrowotnych (SAHPRA) na uprawę marihuany medycznej. Proces uzyskania takiej licencji, zwany licencją na podstawie sekcji 22C, kosztuje dziesiątki milionów randów, a licencja nie daje prawa do publicznej sprzedaży.

Możesz sprzedawać tylko innym posiadaczom tej samej licencji lub licencjonowanym podmiotom w innych krajach. Możesz także sprzedawać, jeśli SAHPRA zatwierdzi tzw. wniosek na podstawie sekcji 21 dotyczący recepty na konopie indyjskie dla określonego i wskazanego pacjenta. W takim przypadku apteka może kupić jednostkę konopi od posiadacza licencji na podstawie sekcji 22C i wydać ją pacjentowi.

Jak wynika z najnowszych danych liczbowych, od 2018 r. SAHPRA wydała 102 licencje Parlament.

28 maja prezydent Cyril Ramaphosa podpisał ustawę dotyczącą konopi indyjskich do celów prywatnych.

Ricky Stone jest aktywistą zajmującym się konopiami indyjskimi i prawnikiem w Cullinan and Associates. Jego zdaniem ustawa ma wiele braków. Jednak teraz, gdy została uchwalona, ​​konopie indyjskie zostały usunięte z ustawy o narkotykach i handlu ludźmi z 1992 r., którą określił jako „monumentalne” osiągnięcie, ponieważ umożliwia zmianę innych aktów prawnych w ramach regulacyjnych.

Zanim ustawa została przekazana przez Krajową Radę Prowincji (NCOP) w listopadzie ubiegłego roku, Stone twierdzi, że w ostatniej chwili dodano przepis umożliwiający potencjalną komercjalizację, szczególnie w przypadku drobnych plantatorów, takich jak ci z Mpondoland.

Dodatek ten znajduje się w klauzuli 1 ust. 2 ustawy, która stanowi, że przestępstwa związane z uprawą i handlem konopiami indyjskimi określone w ustawie mogą zostać wyłączone „na podstawie zezwolenia lub licencji wydanej na mocy innego ustawodawstwa krajowego”.

 

Landiwe Msolongile pielęgnuje niedawno posadzone rośliny dagga w Dikidikini. Mówi, że susza poważnie wpłynęła zarówno na jej zbiory, jak i zdolność do uprawy roślin spożywczych.

 

Stone ma nadzieję, że stworzy to okazję do zmiany innych aktów prawnych, aby umożliwić rolnikom z Mpondoland sprzedaż swoich plonów.

Czas pokaże, czy rzeczywiście pomoże to rolnikom dagga w okolicy.

Ekonomia spowodowała więcej szkód niż egzekwowanie prawa

Khumbafathi powiedział, że byłby zainteresowany próbą uzyskania legalnej licencji tylko wtedy, gdyby pomogło to podnieść jego ceny. „Nawet nie wiem, ile to [ubieganie się o pozwolenie na uprawę] kosztuje. Ale z prawa jazdy wiem, że te rzeczy są bardzo drogie” – Khumbafathi powiedział GroundUp.

Wiele lat temu oddziały policji maszerowały stromymi dolinami z maczetami, aby wycinać pola konopi. „Potem zmienili metodę i zaczęli latać helikopterami, aby spryskiwać nasze pola chemikaliami” – wspomina Msolongile.

Helikoptery te, które w latach 1990. XX wieku stały się częścią policyjnych prób wyeliminowania konopi indyjskich, zostały podarowane przez rząd USA. Dwa razy w roku opryskiwali pola konopi herbicydem zwanym glifosatem. Pomimo coraz większej liczby dowodów na zagrożenie dla zdrowia i szkody dla środowiska spowodowane przez tę substancję chemiczną, opryski zaprzestano dopiero w 2016 r.

„Chociaż chcieliśmy zaprzestania oprysków, nie spodziewaliśmy się, że cena spadnie po… W tamtym czasie zarabialiśmy nieźle” – mówi Msolongile, która obecnie utrzymuje się z emerytury, a konopie indyjskie zapewniają dodatkowy dochód.

Siedząc przy wejściu do swojej posiadłości obok syna, Khumbafathi przerywa pracę polegającą na przycinaniu liści małej rośliny konopi indyjskich, myśląc o przyszłości swojej rodziny. Ma pięć osób do nakarmienia.

„Jeśli ceny będą nadal spadać, będę musiał poszukać pracy na części. Nie mogę znaleźć pracy wykwalifikowanej, ponieważ nie mam żadnych kwalifikacji. Musiałbym więc przeprowadzić się stąd do miasta, aby znaleźć pracę, aby utrzymać rodzinę” – Khumbafathi powiedział GroundUp.

„Byłbym naprawdę wdzięczny, gdyby rząd mógł nas wesprzeć, niekoniecznie w zakresie kultywacji, ale aby pomóc nam sprzedawać”.

 

Wysokie pole landrace dagga zwane „TK”. Odmiany Landrace dagga są łatwe w uprawie, ponieważ przystosowały się do lokalnego klimatu.

 

Ten artykuł został pierwotnie opublikowany Zmielone

Poprzedni post
Uwięzienie w imię resocjalizacji w ośrodkach detencyjnych w Rwandzie
Następny post
Spośród jednego, wiele: rozwój brazylijskich marszów konopi indyjskich

Related content

Украинские aktyвисты требуют декриминализировать потребителей марихуаны

20 мая украинские активисты общественного движения „Объективная реальность” провели уличную акцию перед зда нием Правительства с требованием реформировать украинское законодательство касательно…