1. Home
  2. Artykuły
  3. Grupy narkotykowe w mediach społecznościowych zmieniają zasady handlu

Grupy narkotykowe w mediach społecznościowych zmieniają zasady handlu

Ktoś przegląda wiadomości WhatsApp dotyczące dyskusji na temat narkotyków.

„Spotkam cię na stacji z rzeczami, kiedy przyjedziesz. Nie martw się, stary. Przyjadę tuk-tukiem ;)”

Wychodząc ze stacji i kierując się prosto na miejski plac, nad którym górowała ogromna, dwuwieżowa gotycka katedra, mój mężczyzna czekał na mnie na rowerze: cień siedzący tak prosto jak iglice nade mną.

Zdobyłem jego numer z kanału Telegram. 10 funtów w zamian za trzech dilerów telefonicznych w zachodnioniemieckim mieście, gdzie spędziłem cztery dni z przyjaciółmi. Mówił po angielsku najlepiej, więc dostał zgodę.

Pomachał mi z uśmiechem – być może rozpoznając we mnie brytyjskiego turystę z pokolenia milenialsów – i skinął na mnie, żebym wsiadł z powrotem. Pędziliśmy dziesięć minut szerokimi, handlowymi alejami i bocznymi uliczkami. Po drodze kupiłem trochę narkotyków.

Myślałem sobie: jeśli mnie nie okradną, to będzie szaleństwo gładki – zmniejsza się przepaść między konsumentem a sklepem, a dostęp do nielegalnych substancji staje się coraz łatwiejszy.

Obecnie na WhatsAppie działa mnóstwo grup, w których można znaleźć dealerów telefonicznych. TelegramWiele z nich działa bez opłat. Od Swansea do Sydney, wystarczy wpaść do swojego miejsca zamieszkania, a często, zwłaszcza w środowisku miejskim, trafisz na lokalną sieć dealerów oferujących wszystko, od stymulantów klasy A po ketaminę, tusi, trawkę, grzyby czy benzodiazepiny z czarnego rynku. Szybkie „cześć, kolego, jesteś w pobliżu?” i odlatujesz.

Dużo o nich myślałem w ciągu ostatnich kilku lat: o ich wpływie na kulturę narkotykową, o tym, czy zachęcają do impulsywnego, czy kompulsywnego kupowania. A może są naturalną adaptacją, oferującą nieco większą przejrzystość w branży, która zawsze musiała działać w ukryciu.

Dostęp jest zbyt łatwy

Dla niektórych problemem jest właśnie taki dostęp typu plug and play.

„Gdybym nadal brała narkotyki, te grupy byłyby koszmarem. To po prostu ciągły dostęp – nie potrafiłabym odmówić” – mówi Jo Barber, założycielka Druga strona strachu, która korzystała z grup na Telegramie, mieszkając w Berlinie. Mówi, że dostęp do nich był czasami natychmiastowy, nawet spotykając ludzi w klubach. „Można było napisać, że jest się w Berghain: dziesięć minut później spotykało się kogoś, kogo można było odebrać przy toalecie”.

Ciaran — który używa ich głównie do kupowania kokainy i MDMA podczas wakacji w Europie — nie zgadza się z tym. „Są lepsze niż przypadkowe narkotyki z ulicy, ponieważ można je w pewnym stopniu przebadać”. Mówi, że „to mieszanka jakości”, ale „standard w Europie wydawał się lepszy niż cokolwiek, co mam w Wielkiej Brytanii”.

Ciaran wymienia nazwy różnych grup sourcingowych, rozsianych po WhatsAppie i Telegramie. Jestem w kilku (w celach badawczych). Jeśli jesteś aktywny na Telegramie z narkotykami, regularnie imprezujesz lub uważasz, że 8 rano to logiczna pora na zakup narkotyków – na pewno je znasz.

Jak to działa

Ogólnie rzecz biorąc, można wyróżnić trzy różne modele: niektóre to bezpłatne, moderowane grupy, w których ludzie podają swoją lokalizację, a wymiana numerów odbywa się w wiadomościach prywatnych.

Niektóre z nich to społeczności płatne i oparte na członkostwie, w których transkontynentalni eksperci od narkotyków wędrują, przekomarzając się ze sobą. Prośby są realizowane głównie przez założycieli grup lub osoby przez nich zatrudnione. 

Jest też darmowy bot Telegrama, do którego dołączany jest prywatny link rejestracyjny. Jest on teraz dość powszechny: Żółte Strony kontaktów międzynarodowych, których dane są często udostępniane w różnych grupach i społecznościach internetowych.

Ale czy są one w ogóle dobre? Jako człowiek z coraz większym stażem, moje noce z narkotykami są teraz rzadkie i skrupulatnie zaplanowane, a przypadkowe, nieplanowane telefony do mężczyzn o bałkańskim pochodzeniu zdarzają się rzadko.

Ale w ostatnich latach zdarzyło mi się dwa razy odstąpić od tego podejścia – kiedy byłem pochłonięty piwem i, co najważniejsze, nie byłem w odpowiednim stanie psychicznym, by brać narkotyki, goniąc za zapomnieniem, podczas gdy potrzebowałem spokoju. Grupy te oferowały idealną ucieczkę, a ja kontaktowałem się z nowymi, niewiarygodnymi źródłami, płacąc poniżej stawek rynkowych, co jest bardzo ostrym sygnałem ostrzegawczym.

Żaden z tych przypadków nie zakończył się szczególnie późno, ale przez całą noc nie mogłem zasnąć, podjadając zanieczyszczoną kokainę, której przy odpowiednim nastawieniu psychicznym nie mógłbym kupić.

Zwłaszcza ten drugi przypadek, zeszłego lata, doprowadził mnie do całkowitego szaleństwa. Miałam myśli samobójcze i chociaż mój partner – i w końcu trochę snu około 13:00 – uspokoili mnie, to było straszne. Ciemne południe duszy.

To był punkt kulminacyjny długiego, trudnego okresu i choć niektórzy będą twierdzić, że problem tkwił we mnie, to jednak istnieje powstający dorobek naukowy dotyczący wpływu kokainy (unikatowego produktu ubocznego kokainy i alkoholu) na skłonności samobójcze – szczególnie wśród mężczyzn.

Przypisywałem to głównie bezsenności w połączeniu z depresyjnym wpływem napoju na i tak już przygnębiony mózg, a nie samej kokainie. Wielokrotnie zdarzało mi się nie móc spać po narkotykach, ale generalnie jest w porządku, gdy się z tym pogodzisz i przełączysz. Przyjaciele Zamiast tego. Ale czy upadłbym tak nisko, gdyby nie dostęp, jaki zapewniały te grupy? 

Badania odkrył, że warunki naszego najbliższego otoczenia odgrywają ogromną rolę w zachowaniach polegających na szukaniu narkotyków – są to „ludzie, miejsca i rzeczy”, których Anonimowi Alkoholicy powinni unikać, aby utrzymać trzeźwość.

Dopamina uwalnia się tylko z rozmawiać O kokainie z ludźmi, z którymi normalnie wciągasz – nie mówiąc już o wejściu do pubu w piątkowy wieczór, gdzie masz ulubioną kabinę toaletową. Ale podczas gdy kiedyś istniały bariery dla zażywania narkotyków – twój diler poszedł spać; ty jesteś na wakacjach i nikogo nie znasz – nowoczesna technologia sprawia, że ​​te bariery ulegają erozji. Zwłaszcza w miastach.

Ryzykując, że popadniemy w schemat „stary dziad krzyczy na chmury”, jedną z przyjemnych rzeczy, jakie dawały nam wakacje w przeszłości, była możliwość oderwania się od domowych akcesoriów, które kształtowały nasze życie. Teraz, gdy wszędzie zabieramy ze sobą telefony, zabieramy ze sobą również naszą skłonność do grama coli lub ketchupu po czterech kuflach gazowanego piwa.

Światło i cień

Ale nie jest tak źle. Te aplikacje rzeczywiście oddają pewną formę władzy w ręce konsumentów, demokratyzując dostęp i powstrzymując spragnionych ludzi przed podrywaniem przypadkowych osób na Ramblas czy w Dzielnicy Czerwonych Latarni.

W zeszłym tygodniu byłem w Amsterdamie i – pomimo w miarę udany próby zakłócenia handlu ulicznego – można łatwo dostrzec drogowców kryjących się między rozświetlonymi oknami w dzielnicy De Wallen.

Ale podczas poprzedniej wizyty dostałem numer telefonu od pewnej grupy i – po tym, jak przysłano mi najbardziej wystawne menu, prawdziwą degustację 10 dań, obejmującą wszystkie możliwe skłonności narkotyczne – przed moim hotelem spotkałem się z uległym młodym chłopakiem.

Wszedł do mojego pokoju, gawędząc swobodnie, jakby przyniósł jajecznicę. Kupiłem kilka sztuk: każda była doskonałej jakości i w rozsądnej cenie, a ketamina (której nie lubię) była najlepsza, jaką kiedykolwiek zrobiłem.

 

Między darknetem a ulicami

 

Dla mnie te społeczności zajmujące się pozyskiwaniem informacji znajdują się gdzieś pomiędzy darknetem, który jest samorządny i ma pętlę sprzężenia zwrotnego, szeroko zapewnia wyższy poziom obsługi klienta – i Twój lokalny dealer. Niektóre z nich mają nawet oceny, a użytkownicy zostawiają komentarze, omawiają konkretny kontakt w grupie lub włączają status „zaufanego sprzedawcy”.

Badania rynków darknetu potwierdzają tę tezę. W artykule z 2025 roku analizującym rynek darknetu w języku polskim Cebulka ustalono, że „podczas gdy większość użytkowników skupia się na efektywności transakcji i bezpieczeństwie, mniejsza, zaangażowana mniejszość pielęgnuje poczucie wspólnego celu i wspólnoty”.

Te grupy potrafią zachowywać się dość „sesh”, ale są też miejscami, w których członkowie dzielą się informacjami na temat redukcji szkód w sposób, który jest dla nich zrozumiały – w przeciwieństwie do bardziej zawodowych psychonautycznych zapędów Reddita, Erowida czy Bluelight. Widziałem, jak najwyżsi rangą przedstawiciele grup – osoby o dużym wpływie – mówią ludziom, kiedy gubią się w tym wszystkim; wszystko, co szeroko demistyfikuje zażywanie narkotyków, jest dobre.

„Zawsze masz osobisty wybór – wrócić do domu – zamiast kontynuować branie narkotyków” – mówi Jo Barber. „Ale czy te grupy utrwalają problem dla ludzi, którzy nie potrafią przestać?”

Ciaran obrał nieco inne podejście, sugerując, że „nie sądzi, by te grupy promowały przypadkowe sesje. Jeśli ktoś chce narkotyków, znajdzie je i tak”.

Po odebraniu mnie z tuk-tuka, zachwyciłem się cudem naszego płynnie połączonego świata oraz wytrwałością współczesnych twórców aplikacji i sieci narkotykowych – rzucając mi ten pokrowiec na kolana, zanim jeszcze zdążyłem się zameldować.

Ale tamtego okropnego poranka w sierpniu zeszłego roku, przekląłem ich. Nadal nigdzie się nie wybierają. A im łatwiejszy do nich dostęp, tym trudniej udawać, że prohibicja nadąża.

Niniejszy artykuł został przedrukowany i zredagowany za zgodą Davida z jego Substacka, CO BIERZESZ?Możesz śledzić CO JEST NA Instagram.

Poprzedni post
To nie narkotyki: przemoc seksualna w czasach prohibicji i patriarchatu
Następny post
„To katastrofa”: Jak cięcia pomocy Trumpa doprowadziły do ​​załamania usług dla osób z HIV w Republice Południowej Afryki

Related content