1. Home
  2. Artykuły
  3. Lekarze bawią się w Boga: życie w słoweńskim systemie leczenia uzależnień

Lekarze bawią się w Boga: życie w słoweńskim systemie leczenia uzależnień

Po raz pierwszy zapisałem się do programu metadonowego w Słowenii w 1997 r., po około półtora roku intensywnego zażywania heroiny. Zacząłem brać zastrzyki po utracie zwykłej pracy producenta telewizyjnego, co spowodowało zamknięcie działalności. Po tym, jak lekarze mnie na wpół zmusili, a na wpół przekonali, zapisałem się na program detoksykacji i metadonu w Lublanie.

Powiedzieli mi, że detoksykacja bezpośrednio od heroiny jest trudna, więc lepiej będzie, jeśli przez jakiś czas zażyję metadon. Było to oczywiście jawne kłamstwo.

Chociaż znałam presję, z jaką borykają się osoby zażywające narkotyki w Słowenii, nie zdawałam sobie sprawy, że moja droga przez leczenie będzie tak definiowana przez molestowanie, inwigilację i brak kontroli nad własnym leczeniem i pragnieniami. Dzielę się swoją historią z innymi, aby podkreślić, że jako pacjentowi nie dano mi wyboru – jest to codzienna rzeczywistość, z którą boryka się wiele osób w różnych systemach leczenia uzależnień.

 

Podróż do i przez metadon

Zdałem sobie sprawę, że muszę wziąć udział w programie detoksykacyjnym w Lublanie, aby uporządkować swoje życie. Ponieważ tylko w jednym ośrodku w stolicy przyjmowano około 14 pacjentów, lista oczekujących była spodziewana długa. Podczas oczekiwania na przyjęcie zachęcano mnie do przyjęcia dość dużej dawki metadonu – co jest powszechną słoweńską praktyką mającą na celu zapewnienie, że pacjenci będą „uspokojeni” – jak wyjaśnił mój lekarz. Brałem 65 mg dziennie, a niektórzy inni pacjenci 180 mg.

Po wejściu detoksykacja trwała regularne trzy miesiące. Po odejściu wykorzystałem tę szansę, aby wrócić na uniwersytet, uzyskując dyplom z pracy socjalnej, pisząc pracę magisterską na temat „demistyfikacji zażywania narkotyków”. W tym momencie odłożyłem studia na prawie 15 lat i cieszyłem się, że po pracy w telewizji wróciłem do szkoły; Nigdy nie myślałam, że zostanę pracownikiem socjalnym. Po ukończeniu studiów otworzyłem pierwsze w Słowenii schronisko dla bezdomnych dla osób z problemami narkotykowymi, badając narkotyki i współpracując ze społecznościami, które ich używają.

Kiedy patrzę wstecz na ten czas, żałuję tylko, że tak otwarcie mówiłem o pracy społecznej związanej z narkotykami. W małym kraju, takim jak Słowenia, ze „wioską” liczącą 250,000 XNUMX mieszkańców, szybko rozchodzi się informacja o tym, kim ludzie byli, są i zamierzają być. Społeczne potępienie, z jakim spotykają się osoby zażywające narkotyki w takich społeczeństwach, jest intensywne: jesteśmy postrzegani jako grzesznicy mający złe intencje, a reputacja ta utrzymuje się przez całe życie.

Pozostałam na programie metadonowym przez kilka lat, aż nie mogłam już dłużej radzić sobie z niegrzecznym personelem i nieetycznymi procedurami – co niestety stanowiło rzeczywistość dla wielu osób leczonych w całej Słowenii. W klinice wszystkie badania moczu na obecność narkotyków odbywają się na jednym korytarzu, wyłożonym otwartymi drzwiami, a personel przysłuchuje się konsultacjom pacjentów. Zawsze trzeba było uważać, kto jest w pobliżu lub kto może Cię podsłuchać – co w małej klinice było trudnym zadaniem.

Nie mogłam sobie poradzić z tym ciągłym poczuciem kontroli i upokorzenia. Po prawie trzech latach leczenia opuściłem klinikę w 2000 roku, rezygnując z metadonu. Nie miałam czasu ani cierpliwości na kontakt z ludźmi, którzy mieli całkowitą kontrolę nad moim leczeniem, a mimo to traktowali mnie źle.

Jednak w 2011 roku, po komplikacjach życiowych, w tym pobycie w więzieniu, wróciłam do leczenia. Poczułem, że nie mam innego wyjścia. Starałam się stworzyć środowisko zdrowsze i bardziej otwarte dla osób potrzebujących pomocy, a mimo to zażywających narkotyki. Jednak słoweński system polityki narkotykowej nie patrzy łaskawie na tych, którzy kwestionują status quo i od podstaw proponują alternatywy. Przez kilka następnych lat znosiłam inwigilację i ciągłe badania będące częścią leczenia, pogodziłam się ze swoim losem; jedyne, co mogłam zrobić, to mieć nadzieję na poprawę moich relacji z osobami kontrolującymi mój los medyczny.

 

Cykliczne zabiegi

W 2018 r. dużo podróżowałem do pracy, co oznaczało, że musiałem powiadomić klinikę z 14-dniowym wyprzedzeniem, aby mieć pewność, że będę mógł podróżować z zapasem metadonu. Zawsze był to długotrwały proces, ponieważ nie byli przyzwyczajeni do podróżujących pacjentów. W rezultacie klinika zaleciła mi wypróbowanie buprenorfiny.

Tabletki buprenorfiny 8 mg sprawiły, że poczułem się wspaniale. Byłem z tego szczęśliwy; Mogłem nawet od czasu do czasu zapalić heroinę, jeśli strategicznie nie brałem tabletek przez mniej więcej dzień wcześniej. Zawsze podczas wizyty upewniałam się, że mam negatywny wynik badania moczu, co nie było dla mnie trudne. Musiałem zachować ostrożność, kiedy pozwalałem sobie na „deser”.

Jednak w środku pandemii lekarze „zaproponowali” mi (w tym samym na wpół na siłę, na wpół przekonująco jak zwykle) przejście na comiesięczne zastrzyki buprenorfiny. W końcu zgodziłam się po wielu naciskach – ku mojemu wielkiemu żalowi.

Dzięki tym zastrzykom mój nastrój zawsze był w ciągłym ruchu – świat inny niż codzienne uczucie buprenorfiny. Sprawili, że poczułem się oszołomiony, jakbym rzucił „zimnego indyka”. Wielokrotnie powtarzano mi, że będzie lepiej, a lekarz nawet zwiększał mi dawkę, ale nigdy tak się nie stało. Mimo że chciałam czegoś innego i wiedziałam, że tak będzie dla mnie lepiej, moje życzenia nie zostały uszanowane.

Wszyscy ludzie są inni i z jakiegoś powodu lepiej zareagowałem na doustną buprenorfinę. Moje lekarstwo nigdy nie powinno było się zmieniać; nie było powodu modyfikować tego, co dobrze się u mnie sprawdzało. Jako pacjentka, cyklicznie przekazywały mi różne metody leczenia, niezależnie od tego, co lubiłam, czego chciałam lub czym się interesowałam.

Zacząłem zażywać heroinę, aby leczyć objawy „zimnego indyka” i zostałem ukarany, gdy nie przeszedłem testów moczu. Po powrocie do częstych badań moczu miałem trudności z ich zaliczeniem i często otrzymywałem dyscyplinę. W ramach kary zmieniłem sposób dawkowania buprenorfiny w formie zastrzyków z miesięcznego na dwutygodniowy lub miesięczny, w zależności od wyników badania moczu. To zygzakowate dawkowanie trwało rok.

 

Definitywny koniec

W maju 2024 roku miałem okazję pojechać do Kijowa na Ukrainie, aby nagrać kilka wywiadów z Eurazjatyckim Stowarzyszeniem Redukcji Szkód i organizacjami społecznymi, takimi jak VOLNA. To był wyczerpująca podróż. Kiedy wróciłem do Lublany, byłem wyczerpany emocjonalnie i fizycznie. Sięgnęłam po znajomy komfort brązu, który mnie odprężył… I następnego dnia poszłam do kliniki.

Kiedy wszedłem do kliniki i udałem się korytarzem w celu wykonania badania moczu, zauważyłem lekarzy siedzących za ściankami działowymi w pokojach i przysłuchujących się spotkaniom pacjentów z innymi lekarzami. Kiedy siedziałem na spotkaniu klinicznym i oddawałem próbkę moczu, przyznałem, że wyniki będą pozytywne, ponieważ dzień wcześniej paliłem.

Jakby usłyszała, co mówię, do pokoju wszedł lekarz.

„Daj mu tydzień!” – powiedziała, ponownie zmniejszając dawkę buprenorfiny do wstrzykiwań z miesięcznej na cotygodniową.

Byłem powalony. Nie tylko otwarcie przysłuchiwała się naszej rozmowie, ale teraz karała mnie, ograniczając mi dostęp do leków wywołujących mdłości, nawet nie czekając na wyniki badań moczu. Dlaczego miałaby to zrobić? Czy to było dla „mojego dobra”?

Przedstawiłem swoją sprawę. Powiedziałem, że jadę do pracy na Ukrainę jeszcze przez kilka tygodni i potrzebuję większej dawki. Nie posłuchała i nie zmieniła zdania. Mój los został przypieczętowany.

Tam i wtedy skończyłem z kliniką. Skończyłem z kontrolą. Skończyłam z ciągłym upokarzaniem narażania mojego życia na kontakt z klinicystami, którzy karali mnie bez współczucia dla mojej sytuacji. Ten sam lekarz skrytykował mnie później za „marnowanie” drogich dawek buprenorfiny do wstrzykiwań – tego samego leku, którego nigdy nie chciałam i który był w całości objęty ubezpieczeniem.

Po raz ostatni opuściłam klinikę leczniczą. Miałem dość.

 

Lekarze jak bogowie

Jako pacjenci w trakcie leczenia jesteście zmuszeni mieć do czynienia z lekarzami udającymi Boga. Kiedy kwestionowałem ich życzenia, byłem postrzegany jako „trudny” i „negatywny”.

Mój lekarz mógł dojść do porozumienia ze mną; mogła wystawić pismo potwierdzające mój udział w leczeniu, co oznaczałoby, że w trakcie pracy mogłabym się leczyć odwiedzając kliniki na Ukrainie. Z powodu wojny wszystkie prywatne kliniki zostały zamknięte; przychodnie publiczne odrzucały obcokrajowców, ale być może pomogli mi listem od lekarza. Chyba nigdy się nie dowiemy.

Możecie sobie wyobrazić, jak wyglądał mój powrót z Ukrainy. Nie mam teraz żadnego formalnego leczenia – w pewnym sensie bezpłatnego, ale za pewną cenę. Pracując na Ukrainie, przyjaciel pomógł mi zdobyć pigułki buprenorfiny/naloksonu, co pomogło mi przetrwać następne dwa tygodnie. Podczas trzydniowej podróży autobusem do Słowenii nie jadłem i nie piłem, żeby nie dostać biegunki.

Jestem wściekła na tych aroganckich słoweńskich lekarzy, którzy zamienili program publicznej terapii substytucyjnej, niezbędny element niskoprogowych interwencji ograniczających szkody, w potwora, z którym nie mogę już dłużej żyć. Brak wyboru i kontroli nad moim leczeniem był upokarzający; Nie wydawało mi się, żeby którekolwiek z moich życzeń dotyczących leku, które dostałem, było kiedykolwiek szanowane lub wysłuchane.

Teraz jest mi dobrze. Nie widuje się mnie już w środowisku, w którym stale jestem czujny, że coś pójdzie nie tak i zostanę ukarany. W Słowenii mamy bardzo kontrolowane środowisko, jakiego nie można spotkać w innych krajach europejskich, gdzie pacjenci poddają się jednemu badaniu moczu przed rozpoczęciem leczenia, a następnie otrzymują trzymiesięczne leczenie. Tutaj normą jest molestowanie, kary i „kontrola”, przy jednoczesnym braku kontroli nad swoim leczeniem.

Teraz, po zakończeniu leczenia, muszę tylko wymyślić swoją przyszłość: przyszłość związaną z nawigacją w leczeniu, lekami i skomplikowanymi lekarzami.

Poprzedni post
Zgony związane z narkotykami w 2023 r.: kolejny rok hańby narodowej dla Szkocji
Następny post
Filipiński szczyt dotyczący polityki i prawa narkotykowego: czy redukcja szkód to rzeczywista reforma czy kooptacja?

Related content